Tag

ciekawostki

Browsing

Parę dni temu NapoleonCat  (firma oferuje narzędzia analityczne dla social media) opublikowała ranking najpopularniejszych blogów podróżniczych na facebooku i instagramie. Mój instagram @samaprzezswiat został sklasyfikowany na 5 pozycji, pod względem ilości obserwujących. To bardzo wysoko, biorąc pod uwagę, że prowadzę go dopiero półtora roku. Za co dziękuję Wam bardzo!

To motywuje do dalszej pracy i uświadamia mi, jak wiele jest jeszcze do powiedzenia  w kwestii samotnych podróży. Piszecie do mnie bardzo często na maila, facebooku czy na instagramie. Dlatego tydzień temu założyłam grupę na facebooku i mamy już ponad 400 członków. Dzielmy się swoją wiedzą, historiami i pomagajmy sobie. Także jeśli macie jakiekolwiek pytania to najlepiej tam 🙂

 

Kolejny zbiór faktów o Islandii:

Przepraszam, że skaczę z tematu na temat, ale o pewnych rzeczach warto napisać. Mam nadzieję, że tak jak fajnie się pisało, będzie się i czytać.

Zacznijmy od tego co w tytule. Ozdoby choinkowe i bożonarodzeniowe wiszą w mieście cały rok 🙂 Urocze!

Jeśli Islandia… to w Reykjaviku spędzamy maksymalnie jeden dzień (pierwszy lub ostatni, bo jesteśmy zmęczeni). A tam warto wybrać się na Harbour lub wjechać na wieżę kościoła Hallgrímskirkja (i tu ciekawostka, niby kupuje się bilety za ok. 20zł, ale nikt ich nie sprawdza przy wejściu/wyjściu z windy) Więc można na Kuźniara 😉

Co zwiedzać?

Ring wokoło wyspy (da się zrobić w 5 dni, ale najlepiej 10-14 dni). Jedynka jest bardzo dobra, ale często będziesz zjeżdżał by coś zobaczyć. Więc lepiej wybrać terenówkę – na Islandii w wypożycalniach auta sa są „Allowed on Highland”. Ale w lato nie jest to konieczne, szczególnie jeśli nie chcesz wyjeżdżać poza drogę, tzw. jedynkę. Dobrze rozplanować sobie tankowanie (ok.

Zrzut ekranu 2015-11-22 o 12.25.13.png

6zł za litr benzyny), bo kolejna stacja benzynowa może być za 100 kilometrów 🙂 One są najczęściej samoobsługowe i potrzebna jest karta kredytowa.

Wycieczki z biur podróży typu Greyline czy Reykjavik Excursions są zróżnicowane co do pory roku: zorza polarna, lodowce: od września do marcu, wulkany, Landmannalaugar (tęczowe góry), i puffiny (maskonury) tylko latem.

Tanie jedzenie

Ziemniaki, masło, ogólnie żywność jest bardzo smaczna i ekologiczna i najwyższej jakości. Najlepszy łosoś jaki jadłam w życiu. Niestety najczęśćiej najczęściej droższe. Ciekawostka: nie wolno wwozić kabanosów na Islandię. Tylko zapuszkowane mięso. I całość jedzienia max jedzenia… choć nigdy mi jeszcze nikt tego nie sprawdzał, a powiem lepiej… raz poszłam to zgłosić i zapłacić podatek za nadwyżkę.. i mnie wyśmiali celnicy 🙂 Znaczy byli bardzo mili i pwoiedzieli, że mam dać sobie spokój i iść 🙂

Alkohol w knajpach jest bardzo drogi (piwo ok. 20 zł, kieliszek wina ok. 40.). Także na lotnisku warto się zaopatrzyć… albo najlepiej nie pić 🙂 Z takich śmiesznych historyjek… Raz kupiłam w śwince (islandzka biedronka)

Wykombinowałam, że wezmę ze sobą mnóstwo batoników energetycznych, takich muesli. Po 3 dniach wymiękłam. Tyle dni nie można jeść jednej rzeczy.  Tak więc polecam tanie żarcie na mieście. Gdzie? Przed Harpą stoją foodtracki – 2 dorsze z dużą porcją frytek po. po. Jest też super burgerownia w porcie – ok. 40 zł.

Bezpieczeństwo

Za pierwszym razem mieszkałam poza centrum, w dzielnicy zupełnie nieturystycznej. Drzwi do domu i samochodu otwarte. To mnie zszokowało. Fajny rower przed domem, też bez zabezpieczeń. Tu się wszyscy znają, przecież rodzinie się nie kradnie.

Jacy są Islandczycy

Jest takie islandzkie powiedzenie.  Jeśli trzy osoby coś wiedzą to cały naród już wie 😉 Ogólnie poczucie humoru Islandczyków jest ostre, bez komleksów i bardzo mi odpowiada.

Jest kompleksów jedno, chyba najbardziej znane powiedzenie – jeśli nie podoba Ci się pogoda, poczekaj 5 minut.

Co do pogody… Wynajęłam samochodzik, mały i tani. Sama. Nie prowadziłam auta z 8 lat i na głęboką wodę biorę samochód w Islandii. Zaskakuje mnie burza śnieżna (w Reykjaviku było słońce).  Droga wąska, zerowa widoczność, noc, nikogo wokół, malutki samochód z letnimi oponami. Droga strasznie kręta, pod górę, w dół, zero świateł (ta droga z jeszcze do stolicy). Wiedziałam, że jak się zatrzymam na poboczu to już nie wsiądę i dalej nie pojadę. Więc jechałam dalej…posrana, ale jechałam. Na szczęście nic się nie stało. Gdy minęłam rogatki Reykjaviku odetchnęłam z ulgą…

cdn.

Zobacz więcej wpisów o Islandii: tutaj

Czy na Islandii jest zimno?

W lato wyspa jest raczej zielona niż biała. A temperatura całkiem przyjemna, bo 15-20 stopni. Co ciekawe, w zimie bywa mniej ekstremalnie niż u nas, bo przy wybrzeżu jest tylko ciut poniżej zera, dzięki ciepłym Golfsztromom. To co musicie wiedzieć na początek to to, że jest skandalicznie drogo 🙂 Tani bilet za 3 stówki na wizzaira to najmniejszy wydatek. Ceny są 2 lub 3 razy droższe niż w Polsce (zarówno w sklepie, restauracji czy innych rozrywkach). Postaram się Wam poniżej troszkę pomoc gdzie zaoszczędzić. Przy tym wspomnę, że nie jestem studentką, i interesowały mnie już zgoła najlepsze rzeczy na Islandii, nie licząc się zbytnio z kosztami.

Gdzie mieszkać

Weźcie airbnb, hotele są mega drogie (zaczynają się od jakiś 300 zł za dobę). Jeśli chodzi o hostele, to cena podobna do airbnb, ale jednak komfort dużo większy, czyli od 80zł za dobę. I jednak najlepiej blisko centrum. Ja mieszkałam 10 km od centrum za pierwszym razem. Niby autobusy super szybkie, miałam super widok z okna, ale jednak traciłam 40 minut w jedną stronę. W niedzielę zaczynają jeździć od 10 (!) więc i wydałam raz 200 stówki na taxi, bo musiałam być rano w jednym miejscu. Alternatywą jest też camping. Można namioty legalnie stawiać 150 m od zabudowań. Chociażby pod wodospadem, tak jak u góry 🙂

Co zobaczyć

Dobrym pomysłem jest mieszkanie w Reykjaviku i dojeżdżanie codziennie do różnych miejsc wokół, jeśli mamy tylko kilka dni. Idealne na tygodniowy wypad. Gdy się chce wynająć auto i przemierzyć wyspę wokoło (sławna jedynka) to polecam co najmniej 2 tygodnie. Auto raczej terenowe, koszt to 2tyś. zł/tydzień. Polecam np. malutkie Suzuki Jimny, ale to dla max. 2 osób. Wychodzi ok. 60 euro an dzień, gdy sie zabookuje wcześniej. Przy kilku osobach super się opłaca. Bo paliwo ok. 6 zł/litr. A wycieczki zorganizowane to wydatek co najmniej 200-300 zł na osobę dziennie. Warto wziąć ulotki z biur podróży (Reykjavik Excursion, Gray Line) i pojechać w miejsca gdzie oni sami zabierają. W sumie prawie wszystko jest za free.
Pierwsze co zobaczycie w Keflaviku (pierwszy szok – samoloty zza granicy lądują 40 km od stolicy i trzeba wydać ok. 50zł na dojazd do Reykjaviku) to księżycowy krajobraz, żadnych drzew, tylko pole lawowe. I co kilka kilometrów mały domek w oddali (widok przy lądowaniu).

Ogrzewanie na lotnisku. Chyba pierwszy raz widziałam kaloryfery w tym miejscu. No i żadnego samolotu wkoło. Nie wiem jak często tu coś ląduje, czy chowają te samoloty, ale podczas dojazdu nie widziałam żadnego! Chcoiaż może to dlatego, że jestem poza sezonem.

Internet, wi-fi jest prawie wszędzie za darmo, w każdych ilościach. Na lotnisku, w biurach podróży (RE, GL), centrum handlowe, i koło busów wspomnianych biur podróży.

Islandia to jeden z najbezpieczniejszych krajów na świecie. Nie mają armii, a policja jest nieuzbrojona. Więc polecam samotnym dziewczynom, na 100 % nic się nie stanie.

Islandia nie jest w Unii, ani nie ma euro. Choć w niektórych miejscach można płacić w euro. Ale najlepiej wziąć po prostu visę czy mastercard.  Zapłacisz nią nawet za pocztówkę czy toaletę na totalnym zadupiu. Drobne są potrzebne tylko na autobus (400 kronów, i nie wydają reszty niestety – bo to zwyczajna puszka) lub na prysznic na kempingu. Bilet można kupić np. w sklepach 10/11 lub poprzez aplikację na bus.is

Nie kupujcie wody mineralnej, weźcie ze sobą bidon. Ta w kranach jest czysta jak łza! Śmierdzi trochę jajem, ale to nieszkodliwe. I jest najpyszniejsza na świecie.

cdn.

Zobacz więcej wpisów o Islandii: tutaj

 

W Portugalii byłam tylko na krótkich wakacjach, ale mieszkałam u Portugalczyków (wzięłam airbnb – może kiedyś o tym napiszę kilka słów) i jak się okazało od ponad roku mieszka tam znajomy ze swoją kobietą. Także szczęśliwie opowiem Wam troszkę jak się tam żyje…

Mimo, że Portugalczycy są biedni (zarabiają często mniej jak Polacy i warunki w jakich żyją są gorsze od naszych) jedzą i piją na mieście codziennie. Mają bardzo dużo czasu. (haha) Przed pracą zawsze kawka, gazetka w kawiarni, nie spieszą się wcale. Przynajmniej takie jest moje pierwsze odczucie.

Trochę historii

Przez setki lat utrzymywała ich Brazylia (200mln ludzi pracowało na 10 milionową Portugalię) i jakoś tak dalej się nie nauczyli pracować. Od lokalsów wiem, że korupcja i krętactwo jest tu ogromne. Wielu rzeczy nie da się załatwić bez łapówki. Chodzi ogólnie o to by żyło się miło, nie przemęczając się za bardzo.

Są bardzo przesądni – np. nie jedz pomarańczy na noc, bo umrzesz! (my oczywiście wiemy, że owoce są ciężkostrawne i o to cały cyrk, ale mądrość ludowa swoje… ) Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam folklor.

Fado

Najlepsza rzecz w Lizbonie to ulica fado. Siadasz sobie i zamawiasz winko, aż tu kelnerka zrzuca fartuch i zaczyna śpiewać. Pod żadnym pozorem nie wolno rozmawiać wtedy! Wiele knajp otwartych nawet do 4 rano. Podczas śpiewania nie przyjmowane są także zamówienia.

Jak mieszkać to na Alfamie. Najstarsza dzielnica Lizbony. Magiczne ulice i klimat. To najstarsza dzielnica miasta, jako jedyna ocalała z wielkiej powodzi kilkaset lat temu.

Uważajcie na restauracje w centrum. Ceny wielkie, a jakość żarcia okropna. Szczególnie w tych knajpach gdzie nagabują i mówią łamana polszczyzną. Są nastawieni na skrojenie Cię raz, a nie na stałego klienta. Za chlebek z masełkiem (jako przystawkę) się płaci, mimo, że stawiają Ci ją na stole i się nie pyta czy chcesz.

Żarcie ogólnie słabe. Nie dają przypraw, ryby często są niepatroszone. Już najlepiej wychodzi zamówić tapas.

Brazylijska kawa

Najlepsza kawa świata! i taniocha. Dwie kawki plus dwa ciacha z budyniem (lokalny specjał) bodajże 1,70 euro zapłaciłam.

Porto jest nawet ładniejsze od Lizbony. Przejście się mostem nad rzeką to nie lada przeżycie. Warto odwiedzić lokalne miejsca przechowywania porto (po drugiej stronie rzeki).  Tzw. wine/porto tour. W ramach zwiedzania jest darmowa konsumpcja. Za ok. 30 euro można się porządnie napruć.

Na koniec moja ulubiona piosenka fado. Jest tam