Tag

ludzie

Browsing

Kolejny zbiór faktów o Islandii:

Przepraszam, że skaczę z tematu na temat, ale o pewnych rzeczach warto napisać. Mam nadzieję, że tak jak fajnie się pisało, będzie się i czytać.

Zacznijmy od tego co w tytule. Ozdoby choinkowe i bożonarodzeniowe wiszą w mieście cały rok 🙂 Urocze!

Jeśli Islandia… to w Reykjaviku spędzamy maksymalnie jeden dzień (pierwszy lub ostatni, bo jesteśmy zmęczeni). A tam warto wybrać się na Harbour lub wjechać na wieżę kościoła Hallgrímskirkja (i tu ciekawostka, niby kupuje się bilety za ok. 20zł, ale nikt ich nie sprawdza przy wejściu/wyjściu z windy) Więc można na Kuźniara 😉

Co zwiedzać?

Ring wokoło wyspy (da się zrobić w 5 dni, ale najlepiej 10-14 dni). Jedynka jest bardzo dobra, ale często będziesz zjeżdżał by coś zobaczyć. Więc lepiej wybrać terenówkę – na Islandii w wypożycalniach auta sa są „Allowed on Highland”. Ale w lato nie jest to konieczne, szczególnie jeśli nie chcesz wyjeżdżać poza drogę, tzw. jedynkę. Dobrze rozplanować sobie tankowanie (ok.

Zrzut ekranu 2015-11-22 o 12.25.13.png

6zł za litr benzyny), bo kolejna stacja benzynowa może być za 100 kilometrów 🙂 One są najczęściej samoobsługowe i potrzebna jest karta kredytowa.

Wycieczki z biur podróży typu Greyline czy Reykjavik Excursions są zróżnicowane co do pory roku: zorza polarna, lodowce: od września do marcu, wulkany, Landmannalaugar (tęczowe góry), i puffiny (maskonury) tylko latem.

Tanie jedzenie

Ziemniaki, masło, ogólnie żywność jest bardzo smaczna i ekologiczna i najwyższej jakości. Najlepszy łosoś jaki jadłam w życiu. Niestety najczęśćiej najczęściej droższe. Ciekawostka: nie wolno wwozić kabanosów na Islandię. Tylko zapuszkowane mięso. I całość jedzienia max jedzenia… choć nigdy mi jeszcze nikt tego nie sprawdzał, a powiem lepiej… raz poszłam to zgłosić i zapłacić podatek za nadwyżkę.. i mnie wyśmiali celnicy 🙂 Znaczy byli bardzo mili i pwoiedzieli, że mam dać sobie spokój i iść 🙂

Alkohol w knajpach jest bardzo drogi (piwo ok. 20 zł, kieliszek wina ok. 40.). Także na lotnisku warto się zaopatrzyć… albo najlepiej nie pić 🙂 Z takich śmiesznych historyjek… Raz kupiłam w śwince (islandzka biedronka)

Wykombinowałam, że wezmę ze sobą mnóstwo batoników energetycznych, takich muesli. Po 3 dniach wymiękłam. Tyle dni nie można jeść jednej rzeczy.  Tak więc polecam tanie żarcie na mieście. Gdzie? Przed Harpą stoją foodtracki – 2 dorsze z dużą porcją frytek po. po. Jest też super burgerownia w porcie – ok. 40 zł.

Bezpieczeństwo

Za pierwszym razem mieszkałam poza centrum, w dzielnicy zupełnie nieturystycznej. Drzwi do domu i samochodu otwarte. To mnie zszokowało. Fajny rower przed domem, też bez zabezpieczeń. Tu się wszyscy znają, przecież rodzinie się nie kradnie.

Jacy są Islandczycy

Jest takie islandzkie powiedzenie.  Jeśli trzy osoby coś wiedzą to cały naród już wie 😉 Ogólnie poczucie humoru Islandczyków jest ostre, bez komleksów i bardzo mi odpowiada.

Jest kompleksów jedno, chyba najbardziej znane powiedzenie – jeśli nie podoba Ci się pogoda, poczekaj 5 minut.

Co do pogody… Wynajęłam samochodzik, mały i tani. Sama. Nie prowadziłam auta z 8 lat i na głęboką wodę biorę samochód w Islandii. Zaskakuje mnie burza śnieżna (w Reykjaviku było słońce).  Droga wąska, zerowa widoczność, noc, nikogo wokół, malutki samochód z letnimi oponami. Droga strasznie kręta, pod górę, w dół, zero świateł (ta droga z jeszcze do stolicy). Wiedziałam, że jak się zatrzymam na poboczu to już nie wsiądę i dalej nie pojadę. Więc jechałam dalej…posrana, ale jechałam. Na szczęście nic się nie stało. Gdy minęłam rogatki Reykjaviku odetchnęłam z ulgą…

cdn.

Zobacz więcej wpisów o Islandii: tutaj

Przeprowadzając się do Londynu byłam zupełnie naiwnie nieświadoma tego, co tam zastanę. Do dzisiaj pamiętam pierwszy wieczór i noc. Sama w wielkim strasznym wielokulturowym mieście. Nawet dzisiaj mam ciarki, gdy o tym myślę.

Koszt wynajęcia pokoju (zapomnij o kawalerce) w 2 strefie to koszt rzędu 700 funtów(a ceny rosną z każdym rokiem o kilkanaście procent) . Trzeba się przyzwyczaić do życia z innymi i do częstych przeprowadzek. Znam takich, co przeprowadzają się co kilka miesięcy. Bo ogólnie ciężko jest coś fajnego znaleźć. Albo dobrych ludzi z którymi można żyć.

Ja z tej biednej Polski na wschodzie Europy przeżyłam szok. Mój standard życia się obniżył po przyjeździe do Londynu. Mieszkania niewyposażone, z pleśnią, zaniedbane… Za co tyle płacę? Wynajmujący nie dbają o nic. I tak wezmą za grube pieniądze. Landlordzi się tym zupełnie nie przejmują.

Dochodzi do tego, że typowy Londyńczyk po pracy wcale nie spieszy się do domu. On idzie do pubu i siedzi tam do północy (bo potem nie ma już metra, a poza tym puby też już zamykają o północy) i wraca do „domu” jak do hotelu, wyspać się, i ewentualnie zrobi pranie w weekend. Nie zbiera pamiątek, nie stara się zrobić nic, by pokój wyglądał przytulnie. Bo to i tak nie jego, bo i tak zaraz się gdzieś przeprowadzi i byłby problem.

To wszystko wpływa na ich osobowość i życie. Święta najchętniej Londyńczyk spędzi z przyjaciółmi. Pijąc. Dużo. Znam ludzi, co nie widzieli brata po kilka lat.

Wieczny ścisk w metrze. Zasadą jest nie patrzeć sobie w oczy: ipod, komórka, gazeta, wszystko, byle uniknąć jakiegokolwiek kontaktu. Szturchanie, popychanie. Normalka. Idziesz za wolno dla nich. Zaczynasz nienawidzić ludzi. Anonimowych milionów ludzi, których mijasz codziennie w metrze, na ulicy czy sklepie. Ścisk wszędzie. Ścisk totalny. Zapomnij, że wsiądziesz w pierwsze metro, które podjedzie. W końcu unikasz ludzi, bo masz dość. Jesteś samotny w 16 milionowej metropolii. Wszyscy agresywni wokoło. Kobiety muszą przypinać „baby on board” bo inaczej nikt nie ustąpi miejsca. Udają, że nie widzą. A jeszcze szturchną.

Mniej więcej dlatego mając dobrą pracę w Londynie postanowiłam stąd wyjechać. O Londynie jeszcze na pewno napiszę. Może jakieś wskazówki jak i gdzie oszczędzić i co zwiedzić.