Tag

poradnik

Browsing

 

Wiele podróżuję, i to w najdalsze zakątki świata. Jeszcze kilka lat temu miałam bardzo duże problemy z przestawieniem się na czas lokalny (przy okazji – dlaczego nie ma zgrabniejszej nazwy w języku polskim na jetlag?). Czym jest w ogóle jetlag? To skutki uboczne przekraczania kilku stref czasowych i zaburzenia cyklu dnia i nocy. Organizm tego nie lubi! Gdy lecimy na inny kontynent, często wiąże się to z dużymi różnicami czasu. Może to już być odczuwalne przy 3 godzinach różnicy. A co dopiero taka podróż do Nowej Zelandii, gdzie jest to aż 12 godzin!

Najczęściej wiązało się to u mnie z pobudką w środku nocy i odpływaniem w południe. Jak to zwalczyłam? Nie, nie melatoniną czy dieta (jest taka podobno) a zwyczajnym przechytrzeniem organizmu. Ogólna zasada jest taka, że zaraz gdy przyjeżdżamy na miejsce powinniśmy przestawić się na czas lokalny. Jeśli wylądowaliśmy rano… Musimy wytrzymać do wieczora ze spaniem. Serio warto się ciut przemęczyć, następnego dnia będziesz miał jetlaga z głowy. Wystarczy naprawdę chociaż do 18 lub 19 wytrzymać. Przy kilku przesiadkach i długiej podróży warto na bieżąco sprawdzać jaka jest godzina na miejscu. I tak gdy wiedziałam, że ląduje rano w Nowej Zelandii, starałam się ostatni lot po prostu przespać, wedle zasady, że wtedy była noc w Nowej Zelandii.

Czy to jest w ogóle możliwe? Tak! Koszty wynajmu auta i hoteli na Antypodach przerastają kieszeń większości Polaków. Mądrzejsze jest już wynajęcie campervana! O ile ma sie naklejkę, można parkować wszędzie (tzw. freedom camp) Uwielbiam tą wolność! Normalnie koszt wynajęcia campervana na 2-4 osoby, z kuchnią, spaniem i przenośna toaletą to koszt 150 dolarów. Najtaniej robi to jucy (możecie znac z USA). Ja za pierwszym razem kosztystałam z małej firmy https://www.nomadnz.com/   No ale dobra, miało być za darmo. Jak?

Wracając z Nowej Zelandii mam niecałą dobę na przesiadkę w Sydney – pomyślałam więc czemu by nie zobaczyć tego kultowego miasta. Przy okazji warto wspomnieć, że transfer przez Australię jest tylko bezwizowy do 12h. Tak więc i tak musiałabym wystąpić o wizę tranzytową (pamiętajcie, żeby to zawsze sprawdzić przy przesiadkach, bo np. w USA nie ma czegoś takiego i nawet jeśli chcesz być na lotnisku tylko 2 godziny, czy nawet 1 minutę, to musisz mieć normalną wizę turystyczną lub tranzytową – lepiej od razu wziąć turysyczną, ze względu na koszta i czas!) Okej, wracając do Australii…. Złożenie wniosku odbywa się poprzez portal https://online.immi.gov.au/

Model, który mi towarzyszy to bezlusterkowiec Olympus OM-D E-M5 II. Nie będę wymnieniać wszystkich specyfikacji technicznych, to znajdziecie na stronie producenta. Opowiem Wam jak mi się nim foci. Po pierwsze piękna stylistyka retro. Wiem, to niby bez znaczenia, a może jednak? Ja lubię ładne rzeczy! W sumie szybko złapałam jak wszystko działa. Mimo wielu pokręteł i przycisków. Ale to plus, można sobie bardzo to zindiwidualizować. Aparat działa bezawaryjnie, widać jest wykonany w najwyższej jakości. Warto też wspomnieć, że jego włączenie, zmniana trybów czy przejście z trybu uśpienia zajmuje zaledwie sekundę. Świetna rzecz do tak zwanych reporterskich fotek. No i wielkie dzięki za polskie menu. Pozytywnym zaskoczeniem dla mnie były baterie – akumulatory. Używam aparatu często z podglądem i mimo to wystarczały na bardzo długo. Podczas 17-dniowego tripu foto po Nowej Zelandii zużyłam niecałe 4 baterie. Sporo zasługi tu było pewnie w ustawieniu trybu ekonomicznego, że wyłączał mi się podgląd po kilkunastu sekundach nieużywania.

Pieniądze to temat śliski, ale chciałabym żeby pieniądze nie były dla Was wymówką. Da się spełniać marzenia, tylko trzeba chcieć! A jak już jedziecie grupą to w ogóle mnóstwo kosztów, których nie da się przeskoczyć się dzieli.

Jedziemy po kolei:

bilety lotnicze (zakupione na esky.pl ok. 7 miesięcy przed, tania linia Southern China, lot trwał 35 do 42h): 2500zł

campervan z http://nomadnz.com0 zł (udało mi się znaleźć opcję przewiezienia auta z jednego końca kraju w drugi (dodatkowy koszt ok. 500zł do Christchurch, bo tam był samochód). Autostop działa wyśmienicie, można tez na grupie New Zealand Backpackers kupić jakieś kombi za 2 lub 3 tys. dolarów i sprzedać po zakończeniu wyprawy. Normalny koszt wynajęcia campervana na 2 do 4 osób to koszt od 60 do 150 dolarów.

paliwo – tani diesel – od 1,10 do 1,40 – przejechałam prawie 3 tys. km – 900 zł

przeprawa promowa – 170 dolarów – 410zł

campingi (warto mieć „self contained mobile home” z certyfikatem, wtedy można parkować gdzie się chce. Miałam 6 płatnych campingów (przeważnie od 15 do 25 dolarów za auto, najdrożej w Queenstown 55 dolarów) , razem: 150 dolarów – 360zł

hostel – 1 raz (przy okazji polecam w Picton, Allicante, cudowni właściciele – 70zł

 

JEDZENIE:

zakupy w sklepie, gotowałam sama 2 razy dziennie:
rzeczy typu jajka, woda, soki, orzechy, mięso, masło, ser, banany, avocado, jabłka, pomidory – ok. 400zł

restauracja: najlepsze owoce morza i ryby w życiu i napar z czarnej porzeczki z miodem (Careys Bay Historic Hotel). – 35 dolarów – 85 zł

własne jedzenie wzięte z domu (kisiele, budynie, owsianki w paczkach, batony, herbaty, kawy) Do Nowej Zelandii wolno wwozić tylko suchą żywność pakowaną przemysłowo. Razem: około 150zł

RAZEM, na jedną osobę 4875zł

Extra przygody:

skok ze spadochronem plus zestaw zdjęć i filmik (samemu nie można kręcić ze względu bezpieczęństwa) – 350 dolarów – 840 zł

lost world – grotołazy, zjazd na linie ze 100 metrów w głąb jasknii (taniej jest zamówic na Bookme New Zealand:  – 289 dolarów – 700zł 

Hobbiton (akurat nie polecam, jesli nie oglądąło się filmu) 80 dolarów – 190zł

Dodatkowe rzeczy:

ubezpiecznie podróżne – ok 100 zł
karta visa traveler (pozwala wybierać pieniądze z bankomatu na całym świecie i płacić karta bez prowizji plus ubezpieczenie podróżne) – 90 euro na rok

Sprzęt zakupiony dużo wcześniej: dobre buty trekingowe , przytrzymałka do telefonu by robił za gps, rozgałęźnik do zapalniczki by móc ładować kilak rzeczy naraz, sprzęt foto, latarka czołówka, ostry nóż, kurtka przeciwdeszczowa, koc, plecak., powerbank.

śpiwór, kuchenka, lodówka, przetwornica by ładować laptopa i baterie, sztućce, kubki, ręczniki itp. niepotrzebne – są na stanie w campervanie

Poniżej zapis czatu ze mną na żywo, gdzie tez opowiadam sporo o Nowej Zelandii ! Zachęcam do subskrypcji  https://www.youtube.com/samaprzezswiat?sub_confirmation=1

 

Bardzo często pytacie mnie jakie buty zabieram w góry, czym robię zdjęcia, i ogólnie gdzie kupiłam ten gadżet!

A jako, że jestem leniwa z natury to postanowiłam zebrać to wszystko i Wam pokazać. Od jakiegoś czasu Polacy również mogą robić zakupy na amazonie! Zdecydowanie polecam. Kupuje tam prawie wszystko! Zwroty też są banalnie proste.  Czekam tylko jak zaczną dostarczać dronem! Ale to już też testują!

http://www.amazon.com/shop/samaprzezswiat

 

Islandia to kraj żywiołów, pogoda zmienia się tu co 15 minut. Tak jak w najbardziej popularnym przysłowiu islandzkim: Jeśli nie podoba Ci się pogoda, poczekaj 5 minut. Śniegu i zimna możecie spodziewać się tu nawet latem. Albo i 17 stopni i słońca w grudniu. Ja tak miałam. Dlatego wybierając się na wyspę trzeba zabrać ze sobą cały pakiet ubrań.

Piszecie do mnie często… piszcie dalej 🙂 …ale pewne pytania się powtarzają…

Jak zacząć?

Jeśli się boisz – zacznij od najbezpieczniejszych krajów świata typu: Islandia, Norwegia, Szwajcaria. Albo po prostu od Polski. Wyjedź na drugi koniec. To kwestia przełamania barier i konwenansów. Jeśli uświadomisz sobie, ze to super podróżować samemu, tak będzie. Zobacz ile osób czyta ten blog. Tysiące. To nic wstydliwego, nie mieć z kim jechać. To wyzwanie. I dasz sobie radę!

Co z bezpieczeństwem?

Wiadomo, kobiety są bardziej narażone. Nie chodź po nocach, po szemranych dzielnicach. Wieczorem, jak gdzieś zostaniesz weź taksówkę. Staraj się przebywać w miejscach gdzie jest dużo ludzi. Zaprzyjaźnij się z lokalsami. Oni Ci doradzą i ewentualnie ochronią, bo wiedzą najlepiej jak się poruszać po swoim terenie. Ogólnie pamiętaj, że zdecydowana większość ludzi jest cudowna i dobra. Dużo bardziej niebezpiecznie czułam się w Londynie czy Paryżu niż w slumsach na Jamajce , która ma taką złą sławę…

A jak Ty zaczęłaś?

Jednego dnia po prostu się wkurzyłam, bo po raz kolejny żaden z moich bliskich nie chciał/nie miał pieniędzy/czasu na jakiś wyjazd, który znalazłam w jakiejś super ofercie. Mój pierwszy raz solo był w Barcelonie, potem była Islandia, która totalnie już mnie przekonała, że to jest to! Teraz w sumie nie mam ochoty jeździć już z kimś. No poza wysokimi górami. Tam wspinam się tylko z najlepszymi. Nie ryzykuję życia.

Nie znam angielskiego.

Poza Europą w sumie nikt nie zna, zresztą We Włoszech, Francji czy Hiszpanii też się nie dogadasz po angielsku. Nie szukaj wymówek! Dogadasz się na migi, a jak nie – to użyj Google translator.  A tak poza tym… to ucz się języków, najlepiej przyswajamy w czasie podróżowania.

Książki do polecenia?

„Minimalizm w podróży” – szczególnie jak lubisz wędrówki.

Nie boisz się?

Już nie. Może trochę. Ale mój strach jest już teraz racjonalny. Nie boje się tego co inni powiedzą. Boję się czasem o moje bezpieczeństwo, ale zachowuję podstawowe zasady, w sumie dokładnie takie same jak normalnie w dużym mieście plus znajomość danej kultury i naprawdę wszystko będzie dobrze. Nie skacz tylko na głęboką wodę. Pojedź najpierw mniej hardkorowe miejsca i powoli przekraczaj swoje granice. Warto. Bo one są dużo dalej niż myślałaś że są na początku.

Nie mam pieniędzy.

Oszczędzaj i jedź. To Twój wybór. Albo nowy ciuch albo jedziesz gdzieś. To kwestia codziennych małych decyzji. Kilka moich tricków? Pracować za granicą, zarobić i jechać na kilka miesięcy. W czasie swojej nieobecności wynająć mieszkanie na airbnb. Obserwować na facebooku takie strony jak fly4free, biblia taniego latania czy Wakacyjni Piraci.

Nie mam z kim.

I świetnie. Idealny powód by pojechać samemu. Też nie miałam z kim i raz się wkurzyłam i pomyślałam, że jak tak dalej będę na kogoś czekać to nigdy nigdzie nie pojadę.

Zawsze jeździłam z biurem, jak robi się to samemu?

Bardzo prosto. Bilety kupujesz na stronie linii lotniczej (np. Ryanair, Easyjet, Wizzair) a miejsce do spania np. na airbnb. Skąd wiedzieć co zwiedzać? Wygoogluj „Co warto zobaczyć” lub Top 10 must see.

Cały czas podróżujesz?

I tak i nie. Tak, bo mam taką pracę, że sporo podróżuję, choć głównie po Europie (nudy). Nie, bo narazie mój plan to pracować, oszczędzać i jechać. Choć kiedyś bardzo bym chciała utrzymywać się z samych podróży.

Podstawy

Zacznijmy od kwestii podstawowej – to jest 6 tys. metrów. Radziłabym przed wyjazdem na Kili pojechać najpierw w Himalaje np. trekking do bazy pod Annapurnę (lub circle) lub trekking do bazy pod Everestem. Albo chociażby Jebel Toubkal albo Kazbek, albo chociaż trekking (nie wjazd kolejką) na Teide na Teneryfie. Głównie chodzi o to by zobaczyć, zrozumieć co to wysokość na własnym przykładzie i poznać swoje ciało jak reaguje na wysokość. Poznać swoje granice. Powinno za każdym razem być łatwiej.

Instagram hashtagami stoi, ale jakich użyć? Ja osobiście mieszam angielskie z polskimi, bo myślę, że są niedoceniane. Starajmy się je pisać z polskimi znakami, przeważnie maja więcej odnośników. Choć wszystkie podroz podroze, podróż podróże mają ich całkiem sporo.  I co poradzisz? nic 🙂

Moje ulubione podróżnicze hashtagi:

#podróż #podróże #samaprzezswiat#podrożniczka #podrużujęsama #podróż #wakacje #zimno #egzotyka #blogosfera#przygoda #wyprawa #pieknewidoki#igersgdansk #szlak #pieknie #kochamgóry #zdobyty #wyjazd #włóczykij #góry #podroz #trekking #polishgirl #wakacje #polska #niebezpiecznekobiety #pustynia #igersgdansk #singielka #alpy  #pustynia #polskienajlepsze #polacynaświecie #podróżemałeiduże #polkazagranica #turystka #podróżniczka  #samotnapodróż #marzeniasiespelniaja
#szczyt  #śnieg #widoki

Poza tym oczywiście otagujcie miejsce np. #afryka #kenia

kolory dominujące #zielono
nastrój #smutno

Angielskie popularne hashtagi:

#Sunrise #Mountains #Travel #Hiking #Outdoors #Nature #Weather #Photos #Clouds #Fog#Sunrise #Mountains #Travel #Hiking #Outdoors #Nature #Weather #Photos #Clouds#sky #africa #hiking #climbinggirl #solotravel  #adventure #lifeinism #travelgram #nature #vacation