Mój pierwszy blog „Dziwny jest ten świat” skupiał się na odkrywaniu dziwnych rzeczy w najróżniejszych zakątkach świata. Ale szybko okazało się, ku mojemu zdziwieniu, że najbardziej interesujące dla ludzi z tego wszystkiego, było zawsze to, że podróżuję sama! No bo jak? Samotna młoda dziewczyna? Przecież to niebezpieczne? Nie nudzisz się? Jest przecież drożej. – Mówili

Ja sama nie bardzo nad tym się zastanawiałam, bo tak po prostu samo wyszło. Gdy wyprowadziłam się z Polski, logistycznie trudno było z kimś znajomym pojechać. Nie miałam żadnej filozofii z tym związanej.

Pierwszy samotny wyjazd wypadł dość spontanicznie (co w sumie potem również stało się u mnie regułą) Dosłownie w czwartek wieczorem zabookowałam bilet do Barcelony, a w niedzielę rano już tam byłam. Byłam mega zmęczona, był luty, brak słońca, doskierała mi nostalgia. Wiedziałam, że muszę odpocząć. Padło na Barcę, bo były tanie loty bezpośrednio z Londynu, no i mimo zimy była szansa na słońce (przy okazji polecam każdej zimy wyjechać jak najbardziej na południe, najlepiej już w grudniu przez świętami!).

Bałam się tego wyjazdu strasznie. Sama muszę wszystko zorganizować. Co z bezpieczeństwem? Przecież tam kradną! A jak zgubię paszport? Co będę robić? Nie mam nic zaplanowanego. Będę się nudzić sama ze sobą. Nie ma z kim dzielić się przeżyciami. Ale zastanówmy się chwilę. Codziennie robimy rzeczy na pokaz, wrzucamy fotki na fejsa przy każdej możliwej okazji pochwalenia się czymkolwiek. Zróbmy raz coś dla siebie. Tak więc internety poszły w ruch i w godzinę wiedziałam już co chcę zobaczyć. Hotel oczywiście blisko plaży, przy La Rambla. Idealnie. I więc właśnie tu odkrywa się kolejny plus. Robisz wszystko tak jak TY chcesz. Zero kompromisów.

Solo ale nie samotnie

Jestem dosyć aktywną osobą, chcę z życia brać jak najwięcej. All inclusive i siedzenie w hotelu nad basenem to nie ja. Tak więc pierwszy raz mega nabity plan zrealizowałam w pełni. Nie muszę nikogo popędzać. Dlaczego? Bo to ja nadawałam tempo. Bo jeśli coś się napatoczyło przy okazji, zmieniałam plan. Po prostu. Nie musiałam go z nikim dyskutować. Druga osoba się zmęczyła wejściem na górę i musisz czekać? To już mnie nie dotyczy. Bo grupa jest tak silna jak najsłabsze jego ogniwo. Tak więc wyjazd samemu to zaoszczędzony czas, bo robisz tylko to na co masz ochotę. Czysty hedonizm.

Bardzo lubię też dobrze zjeść. Mam odznakę eksperta na tripadvisorze haha. Ale chodzi o to, że nie żałuję wydać 30 euro zamiast 10 by zjeść coś w świetnej knapie w mieście. Traktuję to jako kolejną atrakcję. A nie jako napełnienie brzuszka tylko. I tutaj właśnie pierwszy raz poczułam, wow! Nikt mi nie mówi, że za drogo. Że tam nie idzie, bo go nie stać. Ludzie którzy oszczędzają nadmiernie, żyją w ciągłym stresie. Ja tego nie chcę. Kto mnie zna wie, że też żyję oszczędnie, ale oszczędzanie nie polega na kupowaniu tańszych rzeczy. Pierwsze wejście do restauracji samemu wydawało mi się super krępujące. Co sobie ludzie pomyślą? Wiecie co? Nic! Oni mają to w dupie. A tak szczerze to zauważyłam, że gdy jestem sama kelnerzy są jakby milsi dla mnie, próbują mi dotrzymać towarzystwa i w ogóle jest świetnie. Jako że jestem łasuchem często zamawiam „selection” czyli zestaw wielu dań w małych porcjach. Przeważnie jest to przewidziane dla dwóch osób i wyglądam śmiesznie z całym stołem zawalonym, ale co tam. 🙂

Podróżowanie samemu to przede wszystkim poznawanie ludzi. Gdy jesteś z kimś, jesteś mocno skupiony na drugiej osobie. Gdy jesteś sam, jesteś skupiony na tym, co Cię otacza. I tak stałam się mistrzem w „pakowaniu się w kłopoty”. Nie, że coś się dzieje, ale że szukam okazji do poznania nowych ludzi. Lokalsów! Inni turyści nie do końca mnie interesują, choć czasem można poznać kogoś fajnego (najfajniejsze osoby poznaje się w hostelach – to tam śpią najbardziej szaleni podróżnicy!).

Ale by przeżyć coś wyjątkowego należy poznać kogoś z tamtej kultury. Oni zawsze pokażą Ci coś czego nie ma w przewodnikach. Opowiedzą Ci o mentalności, kulturze. Te spotkania są niezapomniane. I zupełnie nie trzeba się krepować kogoś zaczepiać. Mnie samotną dziewczynę w sumie często sami zaczepiają. „Co tu robisz sama?”. Choć samemu wystarczy po prostu zapytać np. o drogę i gadka już leci. W ten sposób na Malcie autochton pokazał mi łąkę z tymiankiem (ten zapach mam w głowie do dziś), w Hiszpanii dowiedzialam się czemu młodzi są tacy teraz smutni, na Jamajce dowiedziałam się o seks-turystyce kobiet, a na Islandii, że biznesy załatwia się na basenach termalnych.

A co z bezpieczeństwem

Co z bezpieczeństwem? Wiadomo, chłopacy mają dużo łatwiej. Ja zachowuję podstawowe zasady. Po nocy raczej nie chodzę, staram się zawsze dowiedzieć, które rejony warto omijać lub tak jak na Jamajce, gdzie w sumie prawie wszędzie jest niebezpiecznie, wynajęłam ochroniarza, przewodnika i kierowcę w jednym. Czasem fajnie jest się zgubić, ale nie zapominajcie o google maps. Działają nawet bez włączonego netu. Choć zawsze najlepiej spytać autochtona. Pamiętam jak w Paryżu zaczełam chodzić po pięknych romantycznych uliczkach w prawo w lewo, aż po kilku minutach, bo uliczki nie było równolegle do siebie położone, zaczęłam się kręcić w kółko. I od razu myśl, nie będę zgrywała chojraka, i zapytam się kogoś – gdzie ja właściwie jestem? Padło na przepiękną starszą panią w kapeluszu. Wyglądała jak szlachcianka. I ten paryski ponadczasowy styl. I było to jedno z piękniejszych spotkań w moim życiu. Mimo, że ona po angielsku nie mówiła prawie wcale, a ja po 10 latach nie używania francuskiego też raczej dukałam. A mianowicie Pani zamiast mi szybko coś tam odburknąć ciągnie mnie za rękaw do pobliskiej kawiarni. „Usiądźmy to Ci wytłumaczę. ” Zamawia dwa esspresso i dwa ciastka. I rozmawiamy. O Paryżu, o Francuzach, o życiu. Na koniec absolulnie nie pozwala mi zapłacić. Piękne spotkanie z francuską hrabiną.

Podróże solo to niesamowity odpoczynek dla umysłu. Zabierając swój świat (towarzysza) nie odpoczniesz. Możesz poza tym być kimś zupełnie innym. Nikt tu Cię nie zna. Masz mnóstwo czasu na przemyślenie spraw z dala od rzeczywistości. Nie musisz w ogóle z nikim gadać. Tak ważne jest pobyć samemu ze sobą. Najlepiej wypoczęta wracam właśnie z samotnych podróży.

A jak z kosztami? Rzeczywiście wychodzi trochę drożej. Bo jednak koszt jedynki i dwójki w hotelu jest prawie taki sam. Koszt wynajęcia auta też niestety nie jest dzielony. Ale pomyślmy, jeśli idziesz do muzeum i płacisz 30 euro tylko dlatego, że Twój towarzysz uwielbia muzea, to w sumie jesteś te 30 ojro do tyłu. Samemu wydajesz tylko na to, na co chcesz. 100 gwarancja satysfakcji.

Spróbujcie raz, a zrozumiecie!

Jako gratis filmik motywujący:

Author

Solo traveler around the world

2 komentarze

  1. Wszystko fajnie, ale najbardziej w samotnych podróżach brakuje mi możliwości dzielenia się chwilą. Wschód słońca podziwiany z ukochaną osobą przy boku jest piękniejszy, bo emocje są zdwojone, w dodatku można potem niejednokrotnie wspominać tę chwilę i przeżywać na nowo. Także mimo wielu zalet samotnego podróżowania wybieram wyjazdy we dwoje – najlepiej z partnerem albo z przyjaciółką czy mamą 🙂

    • samaprzezswiat Reply

      Ja mam bliskich na co dzień, czasem trzeba od nich odpocząć 😉 poza tym zawsze można zadzwonić, można pisać bloga… Ja nigdy nie czuję się samotna, bo podróżując samemu wcale nie unikam ludzi, a wręcz sami się napataczają 🙂

Write A Comment