Model, który mi towarzyszy to bezlusterkowiec Olympus OM-D E-M5 II. Nie będę wymnieniać wszystkich specyfikacji technicznych, to znajdziecie na stronie producenta. Opowiem Wam jak mi się nim foci. Po pierwsze piękna stylistyka retro. Wiem, to niby bez znaczenia, a może jednak? Ja lubię ładne rzeczy! W sumie szybko złapałam jak wszystko działa. Mimo wielu pokręteł i przycisków. Ale to plus, można sobie bardzo to zindiwidualizować. Aparat działa bezawaryjnie, widać jest wykonany w najwyższej jakości. Warto też wspomnieć, że jego włączenie, zmniana trybów czy przejście z trybu uśpienia zajmuje zaledwie sekundę. Świetna rzecz do tak zwanych reporterskich fotek. No i wielkie dzięki za polskie menu. Pozytywnym zaskoczeniem dla mnie były baterie – akumulatory. Używam aparatu często z podglądem i mimo to wystarczały na bardzo długo. Podczas 17-dniowego tripu foto po Nowej Zelandii zużyłam niecałe 4 baterie. Sporo zasługi tu było pewnie w ustawieniu trybu ekonomicznego, że wyłączał mi się podgląd po kilkunastu sekundach nieużywania.

Wiele osób pyta jakiego aparatu używam, ale pamiętajcie, że warto też zapytać jaki ktoś ma obiektyw. Samo body bez odpowiedniego obiektywu nie zdziała wiele. A więc w mojej podróżniczej fotografii sprawdza się tzw. obiektyw uniwersalny , ja wybrałam Zuiko 14 – 40. Ten obiektyw pasuje mi też np. do ostatnio coraz popularniejszego Black Magic Pocket Camera (sprzęt do kręcenia filmów). W każdym razie istnieją na rynku też przejściówki do obiektywów. Ale jeśli chodzi o kręcenie filmów Olympusem. Genialna sprawa – obracany dotykowy ekran ! Coś bez czego nie skręciłabym nic jako podróżnik solo. Przynajmniej takie ujęcia gdzie widać mi twarz. Już niedługo na moim kanale na youtube filmik z tripu!

Galeria fotek (zero filtrów – specjalnie wrzucam bez obróbki, byście mogli porównać)

Mega przydatne funkcje dzięki dedykowanej aplikacji Olympusa:

wifi – tak – bez tego nie umiem już żyć – szybkie przesyłanie fotek na Twój telefon, by szybko je opublikować na instagramie 🙂 Niepotrzebne są już karty, kable. Trwa to mega szybko i sprawnie.

podgląd w czasie rzeczywistym i remote control na Twojej komórce. Można albo ustawić self-timer albo po prostu zdalnie sterować aparatem trzymając komórkę w dłoni i cyk. Robiąc to czuję się jak w dalekiej przyszłości. Tak jest prościej.

cichy tryb – można wyłączyć dżwięk migawki – przydatne zarówno na koncertach jak i by nie peszyć zwierząt.

Podsumowując jest to bardzo dobry aparat dla podróżników. Nie jest za ciężki, jest poręczny, ma fajne ciepłe kolory. Sprawdzi się zarówno dla amatorów, a i profesjonalny fotograf będzie zadowolony.

Jako bonus filmik, który odpowiada na najczęściej zadawane pytanie: Kto mi robi te wszystkie fajne zdjęcia, skoro sama jeżdżę 🙂