Sprawa w sumie nie jest taka prosta… istnieją co prawda turystyczne szkoły medytacji i jogi (odpuśćmy te w Tajlandii i na Bali że względu na totalną komercję i skupmy się na mniej uczęszczanej Birmie) ale ceny ponad 1000dolarów za tydzień trochę odstraszają. Będąc w Birmie zaczęłam trochę wypytywać i okazało się że kilka klasztorów jest otwartych dla przybyszów z dalekich krajów.