Tag

Featured

Browsing

Instagram hashtagami stoi, ale jakich użyć? Ja osobiście mieszam angielskie z polskimi, bo myślę, że są niedoceniane. Starajmy się je pisać z polskimi znakami, przeważnie maja więcej odnośników. Choć wszystkie podroz podroze, podróż podróże mają ich całkiem sporo.  I co poradzisz? nic 🙂

Moje ulubione podróżnicze hashtagi:

#podróż #podróże #samaprzezswiat#podrożniczka #podrużujęsama #podróż #wakacje #zimno #egzotyka #blogosfera#przygoda #wyprawa #pieknewidoki#igersgdansk #szlak #pieknie #kochamgóry #zdobyty #wyjazd #włóczykij #góry #podroz #trekking #polishgirl #wakacje #polska #niebezpiecznekobiety #pustynia #igersgdansk #singielka #alpy  #pustynia #polskienajlepsze #polacynaświecie #podróżemałeiduże #polkazagranica #turystka #podróżniczka  #samotnapodróż #marzeniasiespelniaja
#szczyt  #śnieg #widoki

Poza tym oczywiście otagujcie miejsce np. #afryka #kenia

kolory dominujące #zielono
nastrój #smutno

Angielskie popularne hashtagi:

#Sunrise #Mountains #Travel #Hiking #Outdoors #Nature #Weather #Photos #Clouds #Fog#Sunrise #Mountains #Travel #Hiking #Outdoors #Nature #Weather #Photos #Clouds#sky #africa #hiking #climbinggirl #solotravel  #adventure #lifeinism #travelgram #nature #vacation

Kolejny zbiór faktów o Islandii:

Przepraszam, że skaczę z tematu na temat, ale o pewnych rzeczach warto napisać. Mam nadzieję, że tak jak fajnie się pisało, będzie się i czytać.

Zacznijmy od tego co w tytule. Ozdoby choinkowe i bożonarodzeniowe wiszą w mieście cały rok 🙂 Urocze!

Jeśli Islandia… to w Reykjaviku spędzamy maksymalnie jeden dzień (pierwszy lub ostatni, bo jesteśmy zmęczeni). A tam warto wybrać się na Harbour lub wjechać na wieżę kościoła Hallgrímskirkja (i tu ciekawostka, niby kupuje się bilety za ok. 20zł, ale nikt ich nie sprawdza przy wejściu/wyjściu z windy) Więc można na Kuźniara 😉

Co zwiedzać?

Ring wokoło wyspy (da się zrobić w 5 dni, ale najlepiej 10-14 dni). Jedynka jest bardzo dobra, ale często będziesz zjeżdżał by coś zobaczyć. Więc lepiej wybrać terenówkę – na Islandii w wypożycalniach auta sa są “Allowed on Highland”. Ale w lato nie jest to konieczne, szczególnie jeśli nie chcesz wyjeżdżać poza drogę, tzw. jedynkę. Dobrze rozplanować sobie tankowanie (ok.

Zrzut ekranu 2015-11-22 o 12.25.13.png

6zł za litr benzyny), bo kolejna stacja benzynowa może być za 100 kilometrów 🙂 One są najczęściej samoobsługowe i potrzebna jest karta kredytowa.

Wycieczki z biur podróży typu Greyline czy Reykjavik Excursions są zróżnicowane co do pory roku: zorza polarna, lodowce: od września do marcu, wulkany, Landmannalaugar (tęczowe góry), i puffiny (maskonury) tylko latem.

Tanie jedzenie

Ziemniaki, masło, ogólnie żywność jest bardzo smaczna i ekologiczna i najwyższej jakości. Najlepszy łosoś jaki jadłam w życiu. Niestety najczęśćiej najczęściej droższe. Ciekawostka: nie wolno wwozić kabanosów na Islandię. Tylko zapuszkowane mięso. I całość jedzienia max jedzenia… choć nigdy mi jeszcze nikt tego nie sprawdzał, a powiem lepiej… raz poszłam to zgłosić i zapłacić podatek za nadwyżkę.. i mnie wyśmiali celnicy 🙂 Znaczy byli bardzo mili i pwoiedzieli, że mam dać sobie spokój i iść 🙂

Alkohol w knajpach jest bardzo drogi (piwo ok. 20 zł, kieliszek wina ok. 40.). Także na lotnisku warto się zaopatrzyć… albo najlepiej nie pić 🙂 Z takich śmiesznych historyjek… Raz kupiłam w śwince (islandzka biedronka)

Wykombinowałam, że wezmę ze sobą mnóstwo batoników energetycznych, takich muesli. Po 3 dniach wymiękłam. Tyle dni nie można jeść jednej rzeczy.  Tak więc polecam tanie żarcie na mieście. Gdzie? Przed Harpą stoją foodtracki – 2 dorsze z dużą porcją frytek po. po. Jest też super burgerownia w porcie – ok. 40 zł.

Bezpieczeństwo

Za pierwszym razem mieszkałam poza centrum, w dzielnicy zupełnie nieturystycznej. Drzwi do domu i samochodu otwarte. To mnie zszokowało. Fajny rower przed domem, też bez zabezpieczeń. Tu się wszyscy znają, przecież rodzinie się nie kradnie.

Jacy są Islandczycy

Jest takie islandzkie powiedzenie.  Jeśli trzy osoby coś wiedzą to cały naród już wie 😉 Ogólnie poczucie humoru Islandczyków jest ostre, bez komleksów i bardzo mi odpowiada.

Jest kompleksów jedno, chyba najbardziej znane powiedzenie – jeśli nie podoba Ci się pogoda, poczekaj 5 minut.

Co do pogody… Wynajęłam samochodzik, mały i tani. Sama. Nie prowadziłam auta z 8 lat i na głęboką wodę biorę samochód w Islandii. Zaskakuje mnie burza śnieżna (w Reykjaviku było słońce).  Droga wąska, zerowa widoczność, noc, nikogo wokół, malutki samochód z letnimi oponami. Droga strasznie kręta, pod górę, w dół, zero świateł (ta droga z jeszcze do stolicy). Wiedziałam, że jak się zatrzymam na poboczu to już nie wsiądę i dalej nie pojadę. Więc jechałam dalej…posrana, ale jechałam. Na szczęście nic się nie stało. Gdy minęłam rogatki Reykjaviku odetchnęłam z ulgą…

cdn.

Zobacz więcej wpisów o Islandii: tutaj

Czy na Islandii jest zimno?

W lato wyspa jest raczej zielona niż biała. A temperatura całkiem przyjemna, bo 15-20 stopni. Co ciekawe, w zimie bywa mniej ekstremalnie niż u nas, bo przy wybrzeżu jest tylko ciut poniżej zera, dzięki ciepłym Golfsztromom. To co musicie wiedzieć na początek to to, że jest skandalicznie drogo 🙂 Tani bilet za 3 stówki na wizzaira to najmniejszy wydatek. Ceny są 2 lub 3 razy droższe niż w Polsce (zarówno w sklepie, restauracji czy innych rozrywkach). Postaram się Wam poniżej troszkę pomoc gdzie zaoszczędzić. Przy tym wspomnę, że nie jestem studentką, i interesowały mnie już zgoła najlepsze rzeczy na Islandii, nie licząc się zbytnio z kosztami.

Gdzie mieszkać

Weźcie airbnb, hotele są mega drogie (zaczynają się od jakiś 300 zł za dobę). Jeśli chodzi o hostele, to cena podobna do airbnb, ale jednak komfort dużo większy, czyli od 80zł za dobę. I jednak najlepiej blisko centrum. Ja mieszkałam 10 km od centrum za pierwszym razem. Niby autobusy super szybkie, miałam super widok z okna, ale jednak traciłam 40 minut w jedną stronę. W niedzielę zaczynają jeździć od 10 (!) więc i wydałam raz 200 stówki na taxi, bo musiałam być rano w jednym miejscu. Alternatywą jest też camping. Można namioty legalnie stawiać 150 m od zabudowań. Chociażby pod wodospadem, tak jak u góry 🙂

Co zobaczyć

Dobrym pomysłem jest mieszkanie w Reykjaviku i dojeżdżanie codziennie do różnych miejsc wokół, jeśli mamy tylko kilka dni. Idealne na tygodniowy wypad. Gdy się chce wynająć auto i przemierzyć wyspę wokoło (sławna jedynka) to polecam co najmniej 2 tygodnie. Auto raczej terenowe, koszt to 2tyś. zł/tydzień. Polecam np. malutkie Suzuki Jimny, ale to dla max. 2 osób. Wychodzi ok. 60 euro an dzień, gdy sie zabookuje wcześniej. Przy kilku osobach super się opłaca. Bo paliwo ok. 6 zł/litr. A wycieczki zorganizowane to wydatek co najmniej 200-300 zł na osobę dziennie. Warto wziąć ulotki z biur podróży (Reykjavik Excursion, Gray Line) i pojechać w miejsca gdzie oni sami zabierają. W sumie prawie wszystko jest za free.
Pierwsze co zobaczycie w Keflaviku (pierwszy szok – samoloty zza granicy lądują 40 km od stolicy i trzeba wydać ok. 50zł na dojazd do Reykjaviku) to księżycowy krajobraz, żadnych drzew, tylko pole lawowe. I co kilka kilometrów mały domek w oddali (widok przy lądowaniu).

Ogrzewanie na lotnisku. Chyba pierwszy raz widziałam kaloryfery w tym miejscu. No i żadnego samolotu wkoło. Nie wiem jak często tu coś ląduje, czy chowają te samoloty, ale podczas dojazdu nie widziałam żadnego! Chcoiaż może to dlatego, że jestem poza sezonem.

Internet, wi-fi jest prawie wszędzie za darmo, w każdych ilościach. Na lotnisku, w biurach podróży (RE, GL), centrum handlowe, i koło busów wspomnianych biur podróży.

Islandia to jeden z najbezpieczniejszych krajów na świecie. Nie mają armii, a policja jest nieuzbrojona. Więc polecam samotnym dziewczynom, na 100 % nic się nie stanie.

Islandia nie jest w Unii, ani nie ma euro. Choć w niektórych miejscach można płacić w euro. Ale najlepiej wziąć po prostu visę czy mastercard.  Zapłacisz nią nawet za pocztówkę czy toaletę na totalnym zadupiu. Drobne są potrzebne tylko na autobus (400 kronów, i nie wydają reszty niestety – bo to zwyczajna puszka) lub na prysznic na kempingu. Bilet można kupić np. w sklepach 10/11 lub poprzez aplikację na bus.is

Nie kupujcie wody mineralnej, weźcie ze sobą bidon. Ta w kranach jest czysta jak łza! Śmierdzi trochę jajem, ale to nieszkodliwe. I jest najpyszniejsza na świecie.

cdn.

Zobacz więcej wpisów o Islandii: tutaj

 

Ja swoją przygodę z podróżowaniem zaczęłam od tanich linii, więc gdy lecę tymi normalymi (droższymi liniami) jestem cała szczęśliwa, że mam wodę i kanapkę, i przydzielone siedzenie. A nie odwrotnie, że oburzam się, że nie dostałam w rajanerze. Ale powolutku. Po kolei. Opowiem jak to wszystko u mnie było…

orb_bloghdr_flightscheap_530x130

Czy tanie linie są tanie?

Tanie linie lotnicze to m.in. Ryanair, WizzAir, easyjet, Norwegian, Turkish Airlines (choć tylko z ceny biletów, obsługa jest tu wspaniała, nie wspominając o darmowym internecie na pokładzie, jego szybkość jest niestety bardzo mała…. Ale no, czego oczekujesz na wysokości 10km nad Ziemią? Wifi za darmo ma tez Icelanair)… To tyle jeśli chodzi o marki.

Everest na wysokości oczu!

Czym się różnią tanie linie? Tym, że są tanie (choć serio czasem nie ma to zassadności jak na przykład loty z UK przed Bożym Narodzeniem, jak możesz to kup w lato! A i tak zapłacisz parę razy tyle co normalnie) Poza tym wiadomo. Wielkie linie mają program punktowy, robią regularnie promocje itd. Radzę po prostu nie skreślać nikogo na wstępie.

Dojazd do lotniska

Taniość wynika z kilku rzeczy. Po pierwsze loty są najczęściej z odległych lotnisk. Nie raz zdarzało mi się lecieć za 10 funtów z Londynu do Polski a za transfer shuttle bus z centrum miasta do lotniska zapłacić 20 funtów, nie wspominając o szybkim pociągu, który jest jeszcze droższy. Raz firma wynajęła mi samochód (takie luksusowe taxi) bo lot był wcześne rano. Lot kosztował 10 funtów (wiele polskich miast ma bezpośredni lot do Uk tylko tanimi liniami), a dojazd fajnym mercem 100 funtów. Ale to ekstremum, kocham moją asystentkę 😉 Także radzę sprawdzić zawsze gdzie jest lotnisko i jak można dojechać.

Pamiętam, że w Barcelonie brałam autobus (jechał do centrum tyle samo co metro, pociąg, a kosztował ułamek tego.) Najgorszy pod tym względem jest Londym. Berlin jest całkiem spoko – dojedziesz metrem lub autobusem zarówno do Tegel czy Schonefeld.

Taniość wynika też z rodzaju samolotów i ilości miejsca. Chodzą legendy o tym, że Tanie linie do takiego samego Boeinga potrafią dorzucić 25% więcej siedzeń. I prawdą jest, że więksi ludzie, z dłuższymi nogami mogą mieć problem. Jest zdecydowanie mniej miejsca. No i raczej nie rozkładaj fotela, bo ktoś za Tobą w myślach zabije Cię 5 razy. Albo będziesz miał pecha i się jednak odezwie.

Rzadki widok z samolotu na centrum Londynu

Są też ukryte opłaty.

A więc po pierwsze bagaż. Jedziemy na wakacje, trzeba się polansować w nowej kiecce. A tu w wizzair dupa blada. Za darmo wniesiemy torbę niewiele większą od laptopa. Dokupienie bagażu to koszt ok. 60-70 zł w jedną stronę. Przy okazji, kiedyś tak nie było. Zresztą sama zapłaciłam za “nadbagaż” jako jedna z pierwszych, gdy zmienili przepisy. W jedną stronę leciałam na weekend z tą samą walizką i wszystko było ok. Po weekendzie nie było już ok. Zresztą wiele osób w samolocie było w szoku. Późny lot z Glasgow do Gdańska. Myślałam, że zaraz rozpiepszą ten samolot. Wszyscy byli maksymalnie wkurzeni i nie oszczędzali obelg. Niewiele brakowało do rewolucji… W każdym razie przeważnie są to wymiary walizki 55x45x20 cm Sama często oprócz tego mam zwyklą torebkę kobiecą wcale niemałą, gdzie trzymam dokumenty, portfel, komórkę itd. I powiem szczerze – nigdy się nie przyczepili. No chyba, żę w easyjet…

Każda linia ma swoje zasady i trzeba to sprawdzić

Najbardziej fair jest chyba ryanair. Oprócz standardowej podręcznej walizki, na legalu można wziąć torbę o wielkości laptopa. Kolejny ukryty koszt – brak napojów i jedzenia. Nie jest to aż taki wielki problem przy króciutkim locie, ale mi już przy dwugodzinnym locie (a jak lubisz być dużo szybciej na lotnisku to przecież kilka godzin bez picia to raczej słabo). W samolotach klimatyzacja niesamowicie wysusza śluzówkę. Także warto kupić wodę, jakąś kanapkę. Co ciekawe na pokładzie jest taniej niż na lotnisku. Można płacić i kartą i w euro i w złotówkach (jak lot z Polski). Także często z tego korzystam. Nie przesadzajmy jednak z alkoholem….

Aplikacje

Warto zaopatrzyć się w apkę przewoźników (coraz więcej linii już ją ma). Po pierwsze nie musisz martwić się o papiery. A po drugie, gdy odprawa jest możliwa tylko dobę-dwie przed, to możesz to zrobić przez apkę i mieć kartę na swoim smartfonie. Proste, wygodne, szybkie i nie trzeba się stresować, że gdzie w kurorcie wydrukuję karte pokłądową. Niestety mimo aplikacji easyjet w Basel kazał mi wydrukować kartę (bo nie mają czytników) za 36 euro… A niestety lot bookował kilka godzin wcześniej i nie miałam już jak inaczej wydrukować. Dla mnie skandal.

Dokumenty miej na wierzchu

Warto mieć dowód czy paszport i kartę pokładową przy sobie w tak zwanym kołczanie lub po prostu w kiesznie, torebce. I nie martw się, możesz złożyć kartę na 10 i mieć ją pogietą, byle było można odczytać kod kreskowy. Zawsze mam bekę z ludzi z kartami pokładowymi w tzw. koszulkach lub teczkach. Pokazujesz, że rzadko latasz, albo że jestes totalnym pedantem. I tak źle i tak niedobrze.

Przy okazji wiele razy nie miełam jak wydrukować karty pokładowej. O ile zrobisz check in online to po prostu idź do check in desk i o nią poproś – przeważnie to nic nie kosztuje. A nawet jak nie zrobiłeś check in-u to idź wcześniej 2-3 godziny przed lotem i na luzaku zrobią Ci odprawę.

Kolejna rzecz to jakość obsługi.

Ludzie pracujący w tanich liniach, zarówno piloci, jak i personel pokładowy (broń boże ne nazywaj ich stewardesami!) nie zarabiają za dużo. W ogóle cała branża tak się upowszechniła, że nie ma tu już nic lususowego. Ceny biletów spadły to i zarobki pilotów też. Logiczne. Także często bywa, że nie są super mili (choć najfajniejszy jest zawsze polski personel, najgorszy chyba niemiecki…) Kilka razy widziałam jak kłócili się o za duży bagaż. Albo tak jak dzisiaj – były dwa loty do Kolonii z Berlina. Dwoma liniami i odstęp między nimi 5 minut. I starszy Pan poszedł nie tam gdzie trzeba. I dopiero przy wejściu w bramke się okazało. Więc na ostanią chwilę… i zamiast go uspokoić, i powiedzieć gdzie ma iśc – to tylko podniesionym głosem. To nie ten lot, nie wsiądzie Pan. Dostał pewnie prawie zawału… Strasznie lubię polskie Panie w LOCIe. Najczęściej sa już w ieku mojej mamy, ale elegancji i urody nie można im zarzucić.

 

Bezpiecznych lotów! Jeśli macie pytania… Pytajcie 🙂

W Portugalii byłam tylko na krótkich wakacjach, ale mieszkałam u Portugalczyków (wzięłam airbnb – może kiedyś o tym napiszę kilka słów) i jak się okazało od ponad roku mieszka tam znajomy ze swoją kobietą. Także szczęśliwie opowiem Wam troszkę jak się tam żyje…

Mimo, że Portugalczycy są biedni (zarabiają często mniej jak Polacy i warunki w jakich żyją są gorsze od naszych) jedzą i piją na mieście codziennie. Mają bardzo dużo czasu. (haha) Przed pracą zawsze kawka, gazetka w kawiarni, nie spieszą się wcale. Przynajmniej takie jest moje pierwsze odczucie.

Trochę historii

Przez setki lat utrzymywała ich Brazylia (200mln ludzi pracowało na 10 milionową Portugalię) i jakoś tak dalej się nie nauczyli pracować. Od lokalsów wiem, że korupcja i krętactwo jest tu ogromne. Wielu rzeczy nie da się załatwić bez łapówki. Chodzi ogólnie o to by żyło się miło, nie przemęczając się za bardzo.

Są bardzo przesądni – np. nie jedz pomarańczy na noc, bo umrzesz! (my oczywiście wiemy, że owoce są ciężkostrawne i o to cały cyrk, ale mądrość ludowa swoje… ) Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam folklor.

Fado

Najlepsza rzecz w Lizbonie to ulica fado. Siadasz sobie i zamawiasz winko, aż tu kelnerka zrzuca fartuch i zaczyna śpiewać. Pod żadnym pozorem nie wolno rozmawiać wtedy! Wiele knajp otwartych nawet do 4 rano. Podczas śpiewania nie przyjmowane są także zamówienia.

Jak mieszkać to na Alfamie. Najstarsza dzielnica Lizbony. Magiczne ulice i klimat. To najstarsza dzielnica miasta, jako jedyna ocalała z wielkiej powodzi kilkaset lat temu.

Uważajcie na restauracje w centrum. Ceny wielkie, a jakość żarcia okropna. Szczególnie w tych knajpach gdzie nagabują i mówią łamana polszczyzną. Są nastawieni na skrojenie Cię raz, a nie na stałego klienta. Za chlebek z masełkiem (jako przystawkę) się płaci, mimo, że stawiają Ci ją na stole i się nie pyta czy chcesz.

Żarcie ogólnie słabe. Nie dają przypraw, ryby często są niepatroszone. Już najlepiej wychodzi zamówić tapas.

Brazylijska kawa

Najlepsza kawa świata! i taniocha. Dwie kawki plus dwa ciacha z budyniem (lokalny specjał) bodajże 1,70 euro zapłaciłam.

Porto jest nawet ładniejsze od Lizbony. Przejście się mostem nad rzeką to nie lada przeżycie. Warto odwiedzić lokalne miejsca przechowywania porto (po drugiej stronie rzeki).  Tzw. wine/porto tour. W ramach zwiedzania jest darmowa konsumpcja. Za ok. 30 euro można się porządnie napruć.

Na koniec moja ulubiona piosenka fado. Jest tam

Przeprowadzając się do Londynu byłam zupełnie naiwnie nieświadoma tego, co tam zastanę. Do dzisiaj pamiętam pierwszy wieczór i noc. Sama w wielkim strasznym wielokulturowym mieście. Nawet dzisiaj mam ciarki, gdy o tym myślę.

Koszt wynajęcia pokoju (zapomnij o kawalerce) w 2 strefie to koszt rzędu 700 funtów(a ceny rosną z każdym rokiem o kilkanaście procent) . Trzeba się przyzwyczaić do życia z innymi i do częstych przeprowadzek. Znam takich, co przeprowadzają się co kilka miesięcy. Bo ogólnie ciężko jest coś fajnego znaleźć. Albo dobrych ludzi z którymi można żyć.

Ja z tej biednej Polski na wschodzie Europy przeżyłam szok. Mój standard życia się obniżył po przyjeździe do Londynu. Mieszkania niewyposażone, z pleśnią, zaniedbane… Za co tyle płacę? Wynajmujący nie dbają o nic. I tak wezmą za grube pieniądze. Landlordzi się tym zupełnie nie przejmują.

Dochodzi do tego, że typowy Londyńczyk po pracy wcale nie spieszy się do domu. On idzie do pubu i siedzi tam do północy (bo potem nie ma już metra, a poza tym puby też już zamykają o północy) i wraca do “domu” jak do hotelu, wyspać się, i ewentualnie zrobi pranie w weekend. Nie zbiera pamiątek, nie stara się zrobić nic, by pokój wyglądał przytulnie. Bo to i tak nie jego, bo i tak zaraz się gdzieś przeprowadzi i byłby problem.

To wszystko wpływa na ich osobowość i życie. Święta najchętniej Londyńczyk spędzi z przyjaciółmi. Pijąc. Dużo. Znam ludzi, co nie widzieli brata po kilka lat.

Wieczny ścisk w metrze. Zasadą jest nie patrzeć sobie w oczy: ipod, komórka, gazeta, wszystko, byle uniknąć jakiegokolwiek kontaktu. Szturchanie, popychanie. Normalka. Idziesz za wolno dla nich. Zaczynasz nienawidzić ludzi. Anonimowych milionów ludzi, których mijasz codziennie w metrze, na ulicy czy sklepie. Ścisk wszędzie. Ścisk totalny. Zapomnij, że wsiądziesz w pierwsze metro, które podjedzie. W końcu unikasz ludzi, bo masz dość. Jesteś samotny w 16 milionowej metropolii. Wszyscy agresywni wokoło. Kobiety muszą przypinać “baby on board” bo inaczej nikt nie ustąpi miejsca. Udają, że nie widzą. A jeszcze szturchną.

Mniej więcej dlatego mając dobrą pracę w Londynie postanowiłam stąd wyjechać. O Londynie jeszcze na pewno napiszę. Może jakieś wskazówki jak i gdzie oszczędzić i co zwiedzić.

 

Co zjadłeś najgorszego na świecie?

Przenosimy się palcem na mapie Europy. Dokładnie na lewy górny róg. Islandia. Hardkorowy kraj. Hardkorowa pogoda. Ale i również pod względem jedzenia. Choć zastrzegam, że najlepszego łososia w sosie teryiaki jadłam właśnie tu (konkretnie w Snaps Bistro)! Reykjavik ma serio genialne restauracje. Skorzystajcie tylko z tripadvisor. Trzeba wydać na posiłek od 60-100 zł minimum. Ale warto! Potraktujcie to jako wycieczkę kulinarną. Takowe robią również biura turystyczne w mieście. Podobno sushi lepsze jak w Japonii! Tu żarcie cały czas przygotowuje się ekologicznie, stąd ten SMAK. Temat poruszam w przeddzień “Iceland’s Ugly Food Festival”. Na dole link do artykułu i video na temat festiwalu.

A więc Hakarl to sfermentowany grenlandzki rekin. Zakopuje się całe ryby w beczkach (lub “wędzi” pod daszkiem) na jakieś pół roku i jak ptaki nie chcą już się dobierać do mięsa (bo tak śmierdzi, haha.) To znaczy, że jest gotowe. To tak w skrócie. Można Hakarl kupić w każdym islandzkim sklepie, w małym pudełeczku, pokrojonego w kosteczkę. Stoi w lodówce, obok masła czy jakoś tak 😉 Mi Pani przy kasie pakowała kilka minut w kilka siatek, co by się w podróży nie rozwaliło. Zresztą mam jeden słoiczek w lodówce w Berlinie. Planuję niedługo zrobić filmik z jedzenia 😉

Czy Islandczycy to naprawdę jedzą?

Jedni Islandczycy mówią, że to tradycyjna potrawa świąteczna (obok pieczonego pingwina (w sumie to ptaszek maskonur, ale wygląda jak mały pingwin dla mnie) a inni, że teraz to już tylko dla turystów. I że śmieją się z nas, bo sami już tego nie jedzą. Tylko kiedyś, nie można było wybrzydzać i fermentacja była jedną z popularniejszych metod przechowywania żywności. Ale z nimi (Islandczykami) to nigdy nie wiadomo. W elfy też wierzą. Smacznego.
Więcej informacji o obrzydliwym jedzeniu i festiwalu obrzydliwego jedzenia: Iceland’s Ugly Food Festival znajdziecie tu: http://icelandictimes.com/icelands-ugly-food-festival-thorrablot-is-here/