Tag

niemcy

Browsing

Czy jestem blacharą? Co to to nie 😉 nie wiem nawet jak wymienia się olej, choć zrobiłam już dziesiątki tysięcy kilometrów roadtripów po całym świecie. Całe szczęście mam ciekawska naturę i jestem otwarta zawsze na wszystko. Pierwsza zasada podróżnika – być na tak.

Teren muzem jest wielki i odwiedza go miliony ludzi (ponad 2mln rocznie). Ze jest to idealna rozrywka dla facetów i dla dzieci (mnóstwo dedykowanych stoisk np. auto z klocków lego) można się spodziewać. A co z kobietami? A no właśnie wszystko. Od pierwszego budynku gdzie możemy prześledzić historię motoryzacji (rowery i motory też) od razu poraziło mnie piękno eksponatów. Tylko zobaczcie na te cacka. Całe szczęście nie można ich dotykać, no bym do każdego wsiadała i robiła sobie selfie (żart, ale serio kusi);)

Takie muzeum to lekcja historii, ale też jedyna okazja by zobaczyć najrzadsze czy najdroższe samochody świata. Moją uwagę przykuła również wystawa New Mobility, gdzie pokazane są samochody przyszłości i co cudowne (jaka zmiana w myśleniu w ostatnich latach) widać, że koncerty kłada teraz nacisk na ekologię na nie na rozwijane prędkości.

Wracając do pytania z tytułu – dlaczego Autostadt jest dla kobiet? Bo kochamy piękno. A faceci projektują samochody by zaimponować swoim kobietom.


Więcej o Dolnej Saksonii znajdziecie pod Tagiem: Dolna Saksonia

Kolejne miasteczko w Dolnej Saksonii posiadające polską nazwę i dla całkiem sporo ludzi znane, chociażby ze słyszenia. Obiło się o uszy, prawda?

Göttingen (z niemieckiego) to ponad tysiącletnie miasto, dziś przede wszystkim studenckie (ponad 30 tys. studentów) z bardzo starym i szanowanym Uniwersytetem. W całym miasteczku widziałam wiele tabliczek na domach wspominający profesorów i noblistów. No właśnie… związanych z uniwersytetem jest ponad 40 laureatów Nagrody Nobla!

Ze względu na ilość młodych ludzi w mieście to najbardziej “żywe” miasteczko na trasie. Tak jak do tej pory Dolna Saksonia kojarzyła mi się z uroczymi domkami i świętym spokojem, tak w Getyndze można się zabawić.

Na głównym placu swoje miejsce znalazła Gąsioreczka. Śliczny pomnik w stylu art nuvo.  Zwyczajowo nowi doktoranci uczelni całują dziewczynkę w policzek, a studenci przynoszą pod pomnik kwiaty. Prawdopodobnie na szczęście!


Więcej o Dolnej Saksonii znajdziecie pod Tagiem: Dolna Saksonia

Hämelschenburg – kolejny imponujący zamek na trasie, wybudowany w latach 1588-1613. Mną przede wszystkim zachwyciły lilie wodne, których nie wiem czemu nie widziałam od lat. Także proszę wybaczyć wszystkie nadobowiązkowe zdjęcia. Zaraz potem piękna ośmioboczna wieża usytuowana symetrycznie względem boków budynków (przykład wspaniałej architektury renesansu wezerskiego.

Jako ciekawostkę warto dodać, że posiadłość pozostaje w rekach rodziny von Klencke od 15 wieku do dzisiaj (wow!), którzy zajmują część pokoi, które nie są udostępnione dla zwiedzających.

Info:
Bilety: 8,00 EUR
godziny otwarcia: 10-17 * w sezonie

10 kilometrów od zamku znajduje się miasteczko Hameln nad rzeką Wezerą. Osławione zostało dzięki baśni braci Grimm i ich baśni “Flecista z Hameln”. Legenda opowiada o szczurołapie który za pomocą piszczałki wiódł a potem utopił myszy i szczury. To tak w największym skrócie. Do dzisiaj w mieście można doszukać się kilku nawiązań do nich. Czyli nawet ze szczura da się zrobić atrakcje turystyczną.

Po raz kolejny zachwycam się architektura i bardzo czyściutkim miastem. A wszystko to z pozycji kawiarni, których w Dolnej Saksonii nie brakuje i wydaje się, że to ulubiony sposób spędzania czasu mieszkańców. Ciekawe co robią zimą? Pewnie dają im koce 🙂


Więcej o Dolnej Saksonii znajdziecie pod Tagiem: Dolna Saksonia

Hannover to największe miasto regionu, choć stąd już blisko do Hamburga, ale to już zupełnie inna historia. Duże, bo ponad pół miliona mieszkańców, czyli wielkości powiedzmy Gdańska.

Atrakcja numer 1 zarówno pod względem relaksu, fotek, zabytków jest przepiękny Nowy Ratusz (zdjęcie u góry) poniemiecku: Neues Rathaus.

Niestety akurat trafiliśmy na remont bocznych naw. Ale zupełnie nie przeszkodziło to w złapaniu pięknego kadru w odbiciu jeziorka. Za budynkiem znajduje się wielki park, idealny na spacery!

Kolejną, choć schowaną i nieoczywista gratką dla fotografów są ruiny kościoła Aegidienkirche – 3 ostatnie zdjęcia. Obiekt jest otwarty nawet wczesnym rankiem, więc można załapać się na piękne światło ( wstałam wcześnie specjalnie, akurat kropiło tego poranka)

Stare miasto i Opera na rynku

Rozpoczęłam zwiedzanie od rynku i akurat trwał tam koncert operowy. Muszę przyznać, że po drodze po Dolnej Saksonii juz któryś raz trafiam na muzykę klasyczną, teatr czy operę. Najczęściej zupełnie za darmo dla mieszkańców i turystów. I tak powinno być! Po raz kolejny natrafiam także na budkę z książkami. Piękna akcja gdzie bierzesz książkę, ale musisz jedną zostawić w zamian.

Kulturalne życie Hannoveru skupia się właśnie wokół Marktkirche. Wokół znajduje się mnóstwo kafejek i restauracji.

Mała zapowiedź filmu, pierwszy kadr to metro, będzie kilka fajnych dynamicznych ujęć właśnie z Sbahnki 🙂 Co ciekawe w Niemczech nie ma bramek, więc trzeba pamiętać by mieć bilet, bo chodzą kontrolerzy. Oczywiście podróż metrem to świetne wyjście na zwiedzanie dużego miasta. Parkingi są łatwo dostępne, ale za parę godzi zapłaciłam 5 euro.

Poradnik:
– Na trasie warto zrobić tu nocleg – jako duże miasto oferuje duży wybór – zarówno hostele, hotele, jak i arbnb, które ja tradycyjnie wybrałam (przy okazji polecam artykuł, o tym jak zarabiać na airbnb i odebrać 30 euro na pierwszy nocleg)

Tym razem zatrzymałam się u Marii (całe 36 euro), która ma piękny dom z ogrodem i wielką łazienką. Sypialnia była przygotowana cudownie. Absolutnie polecam https://www.airbnb.pl/rooms/35149878


Więcej o Dolnej Saksonii znajdziecie pod Tagiem: Dolna Saksonia

Lüneburg to kolejne miasteczko, które odwiedziłam w trasie po Dolnej Saksonii, które położone pomiędzy Hamburgiem a Celle (o którym później). Architektura może być mieszkańcom np. Gdańska znajoma, gdyż to jedno z miast hanzeatyckich, a co za tym idzie z bogatą i długą (1000 lat) tradycją handlu solą (nazywane jest czasem nawet miastem soli). Przez długi czas należał do najbogatszych i najpiękniejszych niemieckich miast. Całe szczęście działania wojenne II wojny światowej oszczędziły miasto, dzięki czemu dziś możemy podziwiać wspaniałą architekturę typową dla miast Hanzy.

Mój spacer po Luneburg rozpoczął się wyjątkowo wcześnie, bo już po 5 rano, gdyż chciałam złapać w obiektywie piękne poranne słońce. I to było cudowne przeżycie patrzeć jak to piękne miasteczko budzi się do życia. Szczególnie rozpakowywujący się farmerzy i sprzedawcy na głównym rynku pod ratuszem. Więcej informacji o sobotnich marketach szukajcie pod nazwą: Lüneburger Wochenmarkt am Rathaus, gdyż tego dnia przejmują go kupcy. Jak co sobotę zresztą. Można tam kupić prosto od lokalnego producenta sezonowe owoce, warzywa, miód czy kwiaty.

Ta tradycja już prawie wymarła w Polsce poza nielicznymi wyjątkami, gdzie i tak obserwuję więcej babiczek niż młodych. Choć tą społeczno-kulturową(to naprawdę coś więcej niż tylko zakupy) funkcję przejęły chyba teraz foodtracki, wege i ekożywność. I tu właśnie to co można znaleźć już od dawna w Niemczech i oni sobie to bardzo upodobali. Jak ja uwielbiam to, że sprzedawca ma dla mnie pomidorki spod lady i zanim podejdę do stanowiska on już wie co ja chcę. I specjalnie dla mnie prowadza moje ulubione przysmaki. Mówię to oczywiście z punktu osoby która mieszkała w Niemczech ponad 4 lata. Ale ta atmosferę można poczuć od razu.

To nie tylko zakupy to wyprawa kulturalna. W Niemczech w niedzielę już od zawsze jest wszystko zamknięte, więc naturalnie sobota staje się dniem zakupów, ale zamiast popylać do hipermarketu oni biorą wiklinowy koszyk i wybierają się na Targ. Nie jest taniej, co to to nie, ale o ile przyjemniej gdy wiesz co jesz.

Oprócz tradycyjnych budek znaleźć tam można także foodtracki z jedzeniem – np. falafelem czy wurstem. Tego typu miejsca znajdziecie praktycznie w całym kraju, najcześciej na rynkach lub placach pod kościołami.

W Lüneburgu znajdują się aż dwa rynki – Am Sande oraz główny z rozległym ratuszem Marktplatz . Rynki łaczy uczęszczany deptak. Stare Miasto charakteryzuje się niewysoką ceglaną zabudową z wieloma sklepikami i kawiarniami . Znacie mnie doskonale. Z rana z wielka radością zamówiłam latte z drożdżówką i usiadłam na chwile by obserwować mieszkańców, którzy niespiesznie przewijali mi się przed oczami.

Co zwiedzać – Top 5 Turysty:

Muzeum Soli, Stintmarkt, Ratusz, Wieża wodociągowa, Kościół świetego Jana.

Porady nie-turysty (czyli alternatywe zwiedzanie):

Sobota to idealny dzień by poczuć się jak lokales i odwiedzić ryneczek z sezonowymi warzywami i owocami pod Ratuszem.

Warto wybrać się na Kalkberg – wzgórze unoszące się nad miastem, z którego rozpościera się piękny widok na panoramę miasta.

Więcej o Dolnej Saksonii znajdziecie pod Tagiem: Dolna Saksonia

Kontynuacja mojej podróży po niemieckim regionie Dolnej Saksonii. Tym razem udałam się w okolice dorzecza rzeki Wezery, na południowy wschód od Hanoweru.

Schloss Marienburg

Zwiedzanie tego miejsca warto rozpocząć wcześnie – by załapać się na idealne warunki świetlne na zamku. Najokazalej wygląda z drona. Zamek stoi na wzgórzu – otoczony pięknym lasem, zaledwie 15 minut jazdy od miasteczka Hildeshein. Otwarcie bram zamku o 9 rano.

Marienburg to po polsku po prostu góra Marii. Zamek robi wrażenie! Wielki, utrzymany w stylu neogotyckim został wzniesiony w latach 1858–67. Co ciekawe nadal pełni funkcję rezydencji książąt Hanoweru!

Największe atrakcje: Stary rynek. Katedra i kościół Św. Michała

Ryneczek tego miasta jest jakby ciut schowany… chodzisz po uliczkach i nagle bum! zza rogu wchodzi się jakby do innego zaczarowanego miejsca.

Na mapie szukajcie Marktplatz , to z niemieckiego po prostu rynek. Ten w Hildeshein uważany jest za jeden z najpiękniejszych rynków na świecie. Zdobienia na kamieniczkach zostały niedawno odrestaurowane z taka dokładnością, że nie można się napatrzeć. Od ilości szczegółów może zakręcić się w głowie – przypatrzcie się na zdjęciach poniżej.

Podobnie dwa kościoły znajdujące się w miasteczku to unikaty na skalę światową, oba wpisane na listę UNESCO. Kościół i katedra mają, uwaga! ponad 1000 lat. Oba zostały zbombardowane w 1945 roku, ale udało się je pięknie zrekonstruować. Robią wrażenie. Muszę przyznać, że zazdroszczę Niemcom tej konsekwencji i dbaniu o zabytki bez względu na pieniądze. W Polsce niestety za komuny były ważniejsze rzeczy.

Praktyczne info:

czas: min. 3 godziny
zdjęcia – Zamek najlepiej o wschodzie, miasteczko zaraz po, zwróć uwagę na detale.
lody: Eiscafe to część kultury Niemiec (moja ulubiona część haha). Usiądź na rynku i zamów lody w pucharku z kawą.
dron: w Niemczech nie wolno dronować nad skupiskami ludzi, dron musi posiadać metalową tabliczkę z imieniem i nazwiskiem

Zobacz wpis o Wolfenbüttel: tutaj

Na zaproszenie oficjalnego Biura Turystyki Niemiec @Germanytourism odwiedziłam Dolną Saksonię! O takich współpracach marzą poeci.. wróć blogerzy 🙂 Moja pierwsza myśl góry. Szukam palcem po mapie to nie ta Saksonia, Dolna jest u góry! Jak to? A bo dolna znaczy nizinna.

Ten uroczy i spokojny region nawiązał współpracę partnerską. A mianowicie 9 miast + 1 tworzą tzw. 9staedte I ja w najbliższych tygodniach będę Wam je przybliżać.

Wolfenbuttel zupełnie mnie zaskoczył. Kryją się tam conajmniej 3 fotograficzne spoty, które powinniście juz teraz sobie wpisać na listę!

Stary Rynek i mur pruski

Zaparkowałam dosłownie na tej ulicy (zdjęcie u góry) i od razu miasteczko skradło moje serce! Czym jest tzw. mur pruski? Spotykany również w Polsce, ale nie w takiej okazałości jak w Niemczech. To fasada, ściana domu zbudowana z drewnianego szkieletu wypełnionego cegłami. Szkielet jest widoczny od zewnątrz, na przecięciu znajdują się drewniane, bardzo charakterystyczne malownicze belki. To przejście pomiędzy kamieniczkami jest niezwykle fotogeniczne. Tego typu zabudowa pochodzi aż ze średniowiecza. Wbrew pozorom konstrukcja ryglowa jest bardzo trwała, występują do dziś nawet 500-letnie budynki

Biblioteka Herzoga-Augusta

W takiej bibliotece jeszcze nie byłam! Czułam się zupełnie jak u Harrego Pottera. Wartość eksponatów to jedna kwestia, ale estetyka tego miejsca to osobna historia.

Z tą biblioteką wiąże się historia polskiej Zofii Jagiellonki, córka Zygmunta Starego i Bony. Zofia była żoną księcia brunszwickiego Henryka. To dzięki Niej Biblioteka ta do dziś przechowuje jeden z największych zbiorów polskich starodruków (ponad 1500!). Zmarła w 1575r. i została pochowana w Marienkirche w Wolfenbüttel.

Mała Wenecja

Jak to na każdym mostku było pełno kłódek dla zakochanych. Ale to co ogrzało moje serducho to doniczki z kwiatkami wzdłuż całego postu, które posłużyły mi idealnie jako pierwszy plan dla jednego z ulubionych zdjęć z wyjazdu do Dolnej Saksonii! Więcej miejsc z tego regionu w kolejnych dniach.

Praktyczne informacje:

czas: min. pół dnia
nocleg: najlepiej airbnb
parking: płatne, ok. 1 euro/godzina