Tag

poradnik

Browsing

Wiele osób już podpytywało i w końcu mogę potwierdzić! Mam dla Was MEGA RABAT -25% na cały sprzęt od Olympus Polska 📷😍💫 – tego jeszcze nie było! KOD RABATOWY: 🔥➡️olysamaprzezswiat🔥 w koszyku zamówienia na shop.olympus.pl 🙂 Promocja trwa tylko 3 dni i rabat jest absolutnie na wszystko! Spieszcie się! :)))


A wszystko to z okazji premiery darmowego eBooka o fotografii i sprzęcie, który powstał we współpracy Olympus Polska, we współpracy ze mną oraz takich cudownych twórców jak: @scraperka @wujaszekliestyle @krytykakulinarna , których doskonale znacie z Instagrama. Piękne uczucie być w takim gronie! Zostawiam Wam link do pobrania

https://partner.olympus.pl/e-book/

Znajdziecie w niej to wszystko co pozwala mi robić zdjęcia, o używanym przeze mnie sprzęcie i wszystkich sztuczkach! A wszystko dla Was i to ZA DARMO! Zajrzyjcie i piszcie jak Wam się podoba 🙈😀


Gdy przygotowujemy się do podróży pamiętamy o paszporcie, ubezpieczeniu, obcej walucie, ale zapominamy trochę o sobie, prawda? Oprócz kremu przeciwsłonecznego warto pamietać o pielęgnacji stóp, szczególnie, jeśli tak jak ja spędzacie aktywnie czas w mieście, plaży czy w górach. Bardzo często zdarza mi się robić nawet 50km dziennie. Możecie sobie wyobrazić co się dzieje wtedy z nogami.  Szczególnie latem stopy są narażone na przetarcia, odciski i odparzenia. Oprócz odpowiedniego obuwia i skarpetek warto zapakować krem jak np. Krem SOS od Nivelazione Skin Therapy Expert, który oprócz nawilżenia i pielęgnacji zapewnia ochronę antybakteryjną i koi podrażnienia! Pełen pakiet walorów dla podróżnika. 

Life hack na zmęczone opuchnięte stopy po męczącym trekingu? z mojej strony klasyka. Miska ciepłej (gdy zimno) lub zimnej wody (gdy gorąco) wody i duża garść Soli kamiennej. Po pierwsze pięknie się odmoczą i nie będzie trzeba szorować, a sól ukoi . Na tak pięknie przygotowana stopę wmasowujemy krem i robimy pedicure 🙂

Bardzo częstym problemem u podróżników są opuchnięte stopy przy długich lotach. Dlaczego występuje obrzęk? Po pierwsze duża różnica ciśnień, a do tego brak ruchu, i jednostajna pozycja ciała przez nawet 11-godziny lot. Pomagają specjalne skarpetki na obrzęki lub aspiryna wzięta przed lotem, która rozrzedza krew.

Krem od Nivelazione, o którym wspominałam przychodzi z ratunkiem także przy problemach, dotyczących backpackerów i podobnych hardkorowych podróżników. A mianowicie eliminuje nieprzyjemny zapach i nadmierną potliwość. Wspomaga także pielęgnację skóry z problemem grzybicy, o którą nietrudno przy długich podróżach, niezależnie od standardu hotelu! Możecie mi wierzyć na słowo.

Mam dla Was rabat -25% na kod “samaprzezswiat” na cały asortyment kremów Nivelazione Skin Therapy na stronie https://sklep.ideepharm.pl/ , ważny do 21 lipca. Sprawdźcie sami!

Hej kochani,

Dzielę się z wami moim kodem zniżkowym na noclegi na najpopularniejszym serwisie z rezerwacjami hoteli i noclegów – czyli boooking.com Ja właśnie zarezerwowałam hotel w Marakeszu 🙂 Ten na zdjęciu! za uwaga 25 funtów za dwa noclegi 🙂

Używając tego kodu zdobędziesz rabat, a ja też dostanę cos za polecenie. Więc razem sobie pomożemy 🙂 Polecam!

KOD: https://www.booking.com/s/34_6/b4bdb317

Bardzo często pytacie się mnie jak sobie daje radę, jako kobieta, podczas długich roadtripów. Jak z higieną? Mało kto chce o tym mówić, podobno kwestia wstydliwa. To prawda, czasem trasa wymaga tego by zatrzymać się po prostu gdzieś po drodze, a nie na campingu, bez dostępu do prysznica. Wtedy wchodzi największy przyjaciel kobiety podróżującej – chusteczki nawilżające. Oprócz tych do całego ciała polecam osobne do higieny intymnej z kwasem mlekowym np. od Lactacydu, by poczuć się pewnie i komfortowo. Do tego wszystkiego są biodegradowalne – więc na spokojnie na ”siusiu” w lesie – zakopujemy i nie śmiecimy.

Przypominam o mega promocji na aparaty Olympus dla moich obserwujących na kod: OLYSPS. To rekordowa promocja i chyba nie do powtórzenia. 20% rabatu, a kod łączy się z promocją cashback, gdzie nawet do 900zł zwrotu. Promocja jest na wybrane aparaty i obiektywy. Więcej informacji w poprzednich wpisach na blogu. Poniższe zdjęcie wykonane przy użyciu  aparatu OM-D E-M10 Mark III.

 

Wiele podróżuję, i to w najdalsze zakątki świata. Jeszcze kilka lat temu miałam bardzo duże problemy z przestawieniem się na czas lokalny (przy okazji – dlaczego nie ma zgrabniejszej nazwy w języku polskim na jetlag?). Czym jest w ogóle jetlag? To skutki uboczne przekraczania kilku stref czasowych i zaburzenia cyklu dnia i nocy. Organizm tego nie lubi! Gdy lecimy na inny kontynent, często wiąże się to z dużymi różnicami czasu. Może to już być odczuwalne przy 3 godzinach różnicy. A co dopiero taka podróż do Nowej Zelandii, gdzie jest to aż 12 godzin!

Najczęściej wiązało się to u mnie z pobudką w środku nocy i odpływaniem w południe. Jak to zwalczyłam? Nie, nie melatoniną czy dieta (jest taka podobno) a zwyczajnym przechytrzeniem organizmu. Ogólna zasada jest taka, że zaraz gdy przyjeżdżamy na miejsce powinniśmy przestawić się na czas lokalny. Jeśli wylądowaliśmy rano… Musimy wytrzymać do wieczora ze spaniem. Serio warto się ciut przemęczyć, następnego dnia będziesz miał jetlaga z głowy. Wystarczy naprawdę chociaż do 18 lub 19 wytrzymać. Przy kilku przesiadkach i długiej podróży warto na bieżąco sprawdzać jaka jest godzina na miejscu. I tak gdy wiedziałam, że ląduje rano w Nowej Zelandii, starałam się ostatni lot po prostu przespać, wedle zasady, że wtedy była noc w Nowej Zelandii.

Wracając z Nowej Zelandii mam niecałą dobę na przesiadkę w Sydney – pomyślałam więc czemu by nie zobaczyć tego kultowego miasta. Przy okazji warto wspomnieć, że transfer przez Australię jest tylko bezwizowy do 12h. Tak więc i tak musiałabym wystąpić o wizę tranzytową (pamiętajcie, żeby to zawsze sprawdzić przy przesiadkach, bo np. w USA nie ma czegoś takiego i nawet jeśli chcesz być na lotnisku tylko 2 godziny, czy nawet 1 minutę, to musisz mieć normalną wizę turystyczną lub tranzytową – lepiej od razu wziąć turysyczną, ze względu na koszta i czas!) Okej, wracając do Australii…. Złożenie wniosku odbywa się poprzez portal https://online.immi.gov.au/

Model, który mi towarzyszy to bezlusterkowiec Olympus OM-D E-M5 II. Nie będę wymnieniać wszystkich specyfikacji technicznych, to znajdziecie na stronie producenta. Opowiem Wam jak mi się nim foci. Po pierwsze piękna stylistyka retro. Wiem, to niby bez znaczenia, a może jednak? Ja lubię ładne rzeczy! W sumie szybko złapałam jak wszystko działa. Mimo wielu pokręteł i przycisków. Ale to plus, można sobie bardzo to zindiwidualizować. Aparat działa bezawaryjnie, widać jest wykonany w najwyższej jakości. Warto też wspomnieć, że jego włączenie, zmniana trybów czy przejście z trybu uśpienia zajmuje zaledwie sekundę. Świetna rzecz do tak zwanych reporterskich fotek. No i wielkie dzięki za polskie menu. Pozytywnym zaskoczeniem dla mnie były baterie – akumulatory. Używam aparatu często z podglądem i mimo to wystarczały na bardzo długo. Podczas 17-dniowego tripu foto po Nowej Zelandii zużyłam niecałe 4 baterie. Sporo zasługi tu było pewnie w ustawieniu trybu ekonomicznego, że wyłączał mi się podgląd po kilkunastu sekundach nieużywania.

Pieniądze to temat śliski, ale chciałabym żeby pieniądze nie były dla Was wymówką. Da się spełniać marzenia, tylko trzeba chcieć! A jak już jedziecie grupą to w ogóle mnóstwo kosztów, których nie da się przeskoczyć się dzieli.

Jedziemy po kolei:

bilety lotnicze (zakupione na esky.pl ok. 7 miesięcy przed, tania linia Southern China, lot trwał 35 do 42h): 2500zł

campervan z http://nomadnz.com0 zł (udało mi się znaleźć opcję przewiezienia auta z jednego końca kraju w drugi (dodatkowy koszt ok. 500zł do Christchurch, bo tam był samochód). Autostop działa wyśmienicie, można tez na grupie New Zealand Backpackers kupić jakieś kombi za 2 lub 3 tys. dolarów i sprzedać po zakończeniu wyprawy. Normalny koszt wynajęcia campervana na 2 do 4 osób to koszt od 60 do 150 dolarów.

paliwo – tani diesel – od 1,10 do 1,40 – przejechałam prawie 3 tys. km – 900 zł

przeprawa promowa – 170 dolarów – 410zł

campingi (warto mieć “self contained mobile home” z certyfikatem, wtedy można parkować gdzie się chce. Miałam 6 płatnych campingów (przeważnie od 15 do 25 dolarów za auto, najdrożej w Queenstown 55 dolarów) , razem: 150 dolarów – 360zł

hostel – 1 raz (przy okazji polecam w Picton, Allicante, cudowni właściciele – 70zł

 

JEDZENIE:

zakupy w sklepie, gotowałam sama 2 razy dziennie:
rzeczy typu jajka, woda, soki, orzechy, mięso, masło, ser, banany, avocado, jabłka, pomidory – ok. 400zł

restauracja: najlepsze owoce morza i ryby w życiu i napar z czarnej porzeczki z miodem (Careys Bay Historic Hotel). – 35 dolarów – 85 zł

własne jedzenie wzięte z domu (kisiele, budynie, owsianki w paczkach, batony, herbaty, kawy) Do Nowej Zelandii wolno wwozić tylko suchą żywność pakowaną przemysłowo. Razem: około 150zł

RAZEM, na jedną osobę 4875zł

Extra przygody:

skok ze spadochronem plus zestaw zdjęć i filmik (samemu nie można kręcić ze względu bezpieczęństwa) – 350 dolarów – 840 zł

lost world – grotołazy, zjazd na linie ze 100 metrów w głąb jasknii (taniej jest zamówic na Bookme New Zealand:  – 289 dolarów – 700zł 

Hobbiton (akurat nie polecam, jesli nie oglądąło się filmu) 80 dolarów – 190zł

Dodatkowe rzeczy:

ubezpiecznie podróżne – ok 100 zł
karta visa traveler (pozwala wybierać pieniądze z bankomatu na całym świecie i płacić karta bez prowizji plus ubezpieczenie podróżne) – 90 euro na rok

Sprzęt zakupiony dużo wcześniej: dobre buty trekingowe , przytrzymałka do telefonu by robił za gps, rozgałęźnik do zapalniczki by móc ładować kilak rzeczy naraz, sprzęt foto, latarka czołówka, ostry nóż, kurtka przeciwdeszczowa, koc, plecak., powerbank.

śpiwór, kuchenka, lodówka, przetwornica by ładować laptopa i baterie, sztućce, kubki, ręczniki itp. niepotrzebne – są na stanie w campervanie

Poniżej zapis czatu ze mną na żywo, gdzie tez opowiadam sporo o Nowej Zelandii ! Zachęcam do subskrypcji  https://www.youtube.com/samaprzezswiat?sub_confirmation=1